niedziela, 31 stycznia 2021

Sunnyland Slim – Slim’s Shout

We wczesnych latach sześćdziesiątych Sunnyland Slim był ikoną na scenie bluesowej w Chicago, którą pomagał budować. Sunnyland Slim przybył do Chicago w 1942 roku, po tym, jak mieszkał w Memphis i podróżował po Stanach Zjednoczonych podczas Wielkiego Kryzysu. Sunnyland Slim, mistrz pianina, bluesa Delta i wokalista z bardzo mocnym głosem, szybko znalazł się wśród czołowych postaci chicagowskiego bluesa, zwłaszcza wśród południowej publiczności, ludzi, którzy tak jak on przyjechali do Chicago podczas Wielkiej Migracji. Sunnyland Slim wykorzystał swoją wczesną popularność do umocnienia sceny, współpracując ze stacjami radiowymi i promując innych muzyków. Na przykład on umożliwił pierwsze sesje w studio Muddy Waters. W studiu był bardzo płodny przez całą swoją karierę, zarówno jako sideman, jak i solo. W latach 50. i 60.  on był bardzo rozchwytywany jako towarzysz nagrań i można go usłyszeć w utworach większości bluesmanów z Chicago tego okresu (Big Bill Broonzy, Blind John Davis, Muddy Waters i wielu innych) oraz w wielu różnych wytwórniach płytowych. Krótko mówiąc, był bardzo szanowany wśród swoich współczesnych. Był jednym z tych osobowości, które połączyły całą społeczność bluesową Chicago w taki czy inny sposób.

            W 1960 roku wytwórnia Bluesville Records, spółka zależna Prestige Records, dała Sunnyland Slim szansę nagrania albumu, który oddałby znaczenie jego osoby. W tym celu wytwórnia płytowa zarezerwowała sesję w studiu Van Gelder w New Jersey z producentem Ozzie Cadenem, w towarzystwie saksofonisty Kinga Curtisa, klawiszowca Roberta Banksa oraz sekcji rytmicznej utworzonej przez Leonarda Gaskina i Beltona Evansa. Z tej sesji narodził się mistrzowski Slim’s Shout (1961). Nienaganna kolekcja utworów, z których niektóre były już standardami lub były na dobrej drodze ("Baby How Long”, "The Devil Is a Busy Man”). Zespół brzmi solidnie i jest w szczytowej formie, zapewniając zrównoważony akompaniament ciepłemu barytonowemu głosowi Sunnyland Slim. King Curtis i Robert Banks dodają kolorystykę do piosenek i oferują genialne momenty (ten dialog między organami i fortepianem w "I'm Prison Bound”; potężne saksofonowe solówki "Brownskin Woman” i "Sunnyland Special”). W Slim’s Shout, Sunnyland Slim reprezentuje najlepszą tradycję bluesa Delta, której był spadkobiercą i reprezentantem. Jak w tym szalonym barrelhouse blues, jakim jest ekscytujący "Slim’s Shout”, przywoływanie haniebnych środowisk, w których rozpoczynał swoją muzyczną karierę. Album przeplata utwory o wielkiej zmysłowości ("Brownskin Woman", "Shake It"), z momentami intensywnego liryzmu. Wyróżnia się ekscytujący "Decoration Day”, piękna ballada poświęcona jego żonie, która zmarła na kilka miesięcy przed nagraniem albumu. Jak na każdym dobrym i docenianym albumie bluesowym, tak w Slim’s Shout powtarzają się piosenki o nieszczęściach życia i pokucie za grzechy przeszłości. Ale tutaj, podobnie jak we wszystkich pracach Sunnyland Slim, zawsze prowadzi do zbawienia. Jak przystało na czułe i dobre serce.

Zabłocie, 31.01.21


wtorek, 26 stycznia 2021

Brian Lopez – Static Noise


Static Noise (2014), drugi album Briana Lopeza, brzmi znacznie bardziej spójnie niż jego poprzednik Ultra (2011). Produkcja jest bardziej jednorodna i zgodna, co daje uczucie jednolitości albumu, pomimo stylistycznego eklektyzmu. Z pewnością w Static Noise Brian Lopez ponownie łączy w sobie wiele stylów i tradycji muzycznych, tworząc marzycielskie klimaty i sugestywne melodie. Tak więc wraz z elektrycznymi popowymi utworami, takimi jak "Modern Man", istnieje rytualne wezwanie do korzeni "When I Was A Mountain", energetyczna wersja The Zombies ("She's Not There"), a nawet czar humoru ("Crossfire Cries"). Tę szerokość stylów oraz różne nastroje można znaleźć nawet w jednej piosence, gdzie przeplatają się z pozorną naturalnością. Podobnie jak w początkowym "Mercury In Retrograde", pokazie umiejętności, który zaczyna się wybuchowo i ewoluuje, przechodząc w delikatny koniec z zadziwiającą płynnością. Brian Lopez poprawił się jako piosenkarz i autor tekstów na przestrzeni lat. Jak pokazano w "Persephone", na mój gust jednej z najpiękniejszych ballad ostatniej dekady. Static Noise to album skomponowany i wyprodukowany spokojnie i starannie, ozdobiony pięknymi aranżacjami smyczkowymi i dużymi akompaniamentami chóralnymi. Świetny i szczegółowy dźwięk, dla piosenki zasadniczo introspektywne, delikatnej intymności, napisany przez kogoś, kto szuka inspiracji na ziemi, w mitologii i w gwiazdach.

Zabłocie, 26.01.21


sobota, 23 stycznia 2021

Robert Pete Williams – Free Again

 

Robert Pete Williams był niezrównaną postacią Louisiana Blues swoich czasów. Na jego styl większy wpływ miał pierwotny country blues, tradycyjny folklor, niż twórczość jego bezpośrednich pokoleniowych poprzedników. Jego sposób gry na gitarze charakteryzował się wysokim stopniem improwizacji i spontaniczności, luźne rytmy i często nietypowe strojenie. Jego osobliwy sposób gry na gitarze stanowił kontrapunkt dla jego potężnego głosu, oscylującego między śpiewem a mową. Muzykę Roberta Pete'a Williamsa można odbierać jako dialog między gitarą a głosem. Dialog zarówno osobisty, jak i zakorzeniony w południowej tradycji, w której bluesman interpretował utwory z silnym charakternym autobiograficznym.

Tak jak w przypadku innych bluesmanów z czasów segregacji, muzyki Roberta Pete'a Williamsa nie można oddzielić od jego życia. Williams urodził się w biednej rodzinie w Luizjanie. Dzieciństwo i młodość spędził na plantacji zbierając bawełnę i cukier. W wieku 20 lat nauczył się grać na gitarze. Był samoukiem. Od połowy lat 30. do 50. występował w barach i na imprezach, choć nie profesjonalnie. W połowie lat pięćdziesiątych został skazany na dożywocie w Angola Prison Farm (gdzie obecny był także Leadbelly) za zabicie człowieka, chociaż Williams zawsze twierdził, że było to w obronie własnej. Kilka lat później został on odkryty przez etnomuzykologów Harry'ego Ostera i Richarda Allena na Angola Prison Farm, gdzie prowadzili badania terenowe. Świadomy wartości odkrycia, Harry Oster włączył Roberta Pete'a Williamsa do albumu zbiorowego Angola Prisoners' Blues, który wydał we własnej wytwórni Folk-Lyric w 1959 roku. W tym samym roku wydał również w Folk-Lyric Those Prison Blues (1959), pierwszy solowy album Williamsa. Oster i Allen poprosili władze o przebaczenie dla bluesmana. Ich nalegania zostały wysłuchane i Robert Pete Williams został zwolniony z więzienia w grudniu 1959 r. ale na zasadzie zwolnienia warunkowego, w zamian za pracę w wymiarze 80 godzin w tygodniu na farmie w Luizjanie przez pięć lat. To właśnie podczas tego warunkowego zwolnienia Robert Pete Williams wydał Free Again (1961) dla Bluesville Records, swój debiut w kręgu komercyjnym, a także arcydzieło, dzięki któremu stał się znany.

Free Again to bardzo osobiste, dynamiczne wariacje na temat tradycyjnych tematów, za pomocą których Robert Pete Williams z zadziwiającą szczerością wyraża swoje obawy, aspiracje, troski tęsknoty i cierpienie. Chociaż album rejestruje cierpienie czarnych na plantacji („Hobo Worried Blues”), przeważa indywidualne doświadczenie Williamsa. To z jego osobistego doświadczenia wynika, że ​​niektóre utwory brzmią jak spowiedź. Najbardziej znanym jest "I’ve Grown So Ugly”, utwór o upadku fizycznym i moralnym. Ale jest też ogromna litania izolacji "A Thousand Miles From Nowhere”. Jednak moimi ulubionymi utworami są piosenki o ostatecznym odkupieniu (duchowe "Two Wings”) i pragnienie ucieczki od opresyjnej rzeczywistości ("Rolling Stone”, "Thumbing a Ride”). I, oczywiście, otwierająca piosenka "Free Again”, najwyższa pochwała małych chwil ulgi i wolności, krótkie rozejmy w rutynowym półniewolnictwie, który oznaczał okres próbny dla bluesmana. Właściwie cały album jest próbką możliwości muzyki jako języka do wyrażania tego, co konieczne, jako schronienia i głoszenia wewnętrznej wolności człowieka, nawet w najgorszych okolicznościach.

Zabłocie, 23.01.21


sobota, 16 stycznia 2021

Dusty Springfield – Dusty In Memphis

W 1967 roku Dusty Springfield podpisała kontrakt z Atlantic Records – wytwórnią płytowa Arethy Franklin, Otisa Reddinga i wielu innych gwiazd soul – na rynku północnoamerykańskim. Atlantic zaproponował Dusty, aby nadać jej stylowi zwrot i nagrać album z Memphis Sound. Okazja wydawała się nieunikniona. Po osiągnięciach takich jak Stay Awhile /I Only Want to Be with You (1964) i The Look of Love (1967) i będąc przez lata katalizatorem muzyki soul w Wielkiej Brytanii, nagranie albumu Southern Soul było kolejnym krokiem w jej karierze. W 1968 roku udała się do Memphis, aby nagrać płytę w legendarnym American Sound Studio z producentami Ahmet’em Ertegun’em i Jerry'm Wexler’em, inżynierem dźwięku Tom’em Dowd’em, aranżerem Arif’em Mardin’em i najlepszymi muzykami studyjnymi Memphis. Mówią, że podczas sesji nagraniowych Dusty czuła się podporządkowa temu kultowemu miejscu i otoczona ludźmi, którzy byli legendami muzyki soul. W rzeczywistości była niezadowolona z jej głosu w niektórych piosenkach, które później ponownie nagrała w Nowym Jorku. W każdym razie, efekt końcowy całego doświadczenia, Dusty In Memphis (1969), jest ponadczasowym klasykiem.

Z pewnością w Dusty In Memphis możemy podziwiać Dusty Springfield w nowej palecie kolorów, z dźwiękiem dalekim od spectoriańskiego stylu jej poprzednich albumów. Tutaj piękny akompaniament muzyczny, z sekcją dętą, klawiszami i chórami żeńskimi, nadaje ton; a głos zajmuje centralną część przestrzeni. Dusty Springfield po raz kolejny udowodniła, że jest piosenkarką o wyjątkowym głosie, o dużej wszechstronności i technice. Jest wykonawcą zdolna do nadania nowych znaczeń i wielu niuansów już niezwykłemu repertuarowi. Dusty In Memphis zawiera między innymi hit "Son of a Preacher Man "; piękny "So Much Love", podpisany przez Gerry Goffin i Carole King; lub sugestywne "Breakfast in Bed". Piosenki o miłości i złamanym sercu we współczesnym świecie, o uciekających stereotypach i konwencjach społecznych. Jak nieodparte upbeat "Don't Forget About Me". I, oczywiście, wciągająca "I Don't Want to Hear It Anymore" napisana przez Randy Newman, piosenka o upokorzeniu odczuwanym przez złamane serce.

Pomimo komercyjnego sukcesu singla “Son of a Preacher Man”, Dusty In Memphis nie był bestsellerem. W 1969 roku taki album narodził się pod prąd, jak to często bywa z twórczością zrodzoną dla potomności. Ze względu na swoją produkcję i jakość interpretacyjną, Dusty In Memphis jest przełomem w kanonie piękna Memphis Sound i poważnym pretendentem do najlepszego albumu pop-soul wszechczasów.

Zablocie, 16.01.21

sobota, 9 stycznia 2021

Bukka White - Mississippi Blues Vol. 1

Bukka White był ostatnim przedstawicielem złotego wieku Delta blues, bezpośrednim następcą takich postaci jak Charley Patton, Skip James lub Robert Johnson. Wspaniały wokalista i niezwykły gitarzysta, cieszył się dużą popularnością w latach 30. i wczesnych 40. XX wieku, zwłaszcza po przeboju “Shake 'Em On Down”, nagranym w Chicago w 1937 roku. Przez przypadek losu, wzrost jego popularności zbiegł się z jego osadzeniem w Missisipi State Prison (w budzącym grozę Parchman Farm). Było to w 1938 roku, a za kratki trafił za zastrzelenie człowieka. Jednak jego pobyt w więzieniu był pozytywny. Tam jego prestiż jako muzyka sprawił, że był szanowany zarówno przez strażników, jak i innych więźniów, a tym samym unikał najcięższych prac. Został zwolniony po dwóch latach dzięki namowom przedstawicieli dawnej American Record Corporation. Wytwórnia płytowa chętnie wznawiała i rozszerzała komercyjny rozmach autora “Shake 'Em On Down”. Tak więc Bukka White powrócił do Chicago na sesję studyjną, podczas której nagrał kilka piosenek wydanych w 1940 roku. Wśród tych piosenek znajdują się słynne “Parchman Farm Blues” i “Fixin 'To Die Blues”, a także imponujący “Strange Place Blues”. W latach 1942-1944 Bukka White był w wojsku, a po drugiej wojnie światowej nadal tworzył muzykę, ale jego obecność zniknęła z wielkiej sceny. Wiadomo, że mieszkał w Memphis, Chicago i Baltimore oraz że wrócił do Memphis, gdzie mieszkał łącząc występy na imprezach i w małych klubach  z pracą dzienną, aby zarobić na życie.

Pod koniec lat pięćdziesiątych Bukka White był postacią zapomnianą przez ogół społeczeństwa w Stanach Zjednoczonych. Został ponownie odkryty przez pierwszych hippisów i amerykański ruch ludowy wczesnych lat 60. W rzeczywistości Bob Dylan umieścił okładkę “Fixin 'To Die Blues” na swoim debiutanckim albumie z 1962 r. W obliczu ponownego zainteresowania Bukka White, John Fahey i Ed Denson z Takoma Records postanowili go odnaleźć i przekonać do nagrania albumu dla swojej wytwórni. Znaleźli go w Memphis, pracującego na pół etatu w fabryce czołgów, nieświadomego zainteresowania, jakie wzbudzała jego postać. I przyjął ofertę.

Powstały z sesji Bukka White dla Takoma Records to Mississippi Blues Vol. 1 (1964), dzieło o wielkiej wartości artystycznej i historycznej z wielu powodów. Było to pierwsze nagranie studyjne Bukka White od ponad 20 lat. Był to także jego debiutancki album i dlaczego by tego nie powiedzieć, jego pierwsza tłoczona płyta winylowa. Ale przede wszystkim był to album, który pomógł mu dać się poznać nowym pokoleniom. Nawiasem mówiąc, Mississippi Blues Vol. 1 służyło również jako książka stylów dla Takoma Records, młodej wytwórni płytowej prowadzonej przez tandem John Fahey / Ed Denson, z dobrym nosem muzycznym i zamiłowaniem do najbardziej prymitywnych dźwięków. Album wyprodukował sam John Fahey, z zamiarem nagrania piosenek, które mają być wykonywane na żywo w możliwie najbardziej przejrzysty sposób. Piosenki zasadniczo płynne, podatne na ciągłe zmiany w zależności od kontekstu lub nastroju ich interpretatora. A prawda jest taka, że ​​Mississippi Blues Vol. 1 oddaje z surowością i wiernością osobliwość muzyka, który rozumiał blues jako komunikację intymną i nadał swojej muzyce jakość wyznania. Utwory takie jak “Parchman Farm Blues” (wersja “Where Can I Change My Clothes” z 1940 r.), “New Orleans Streamline” czy "The Atlanta Special” opowiadają bardzo prawdziwe historie i zawierają małe fragmenty życia ich autora. W tych piosenkach są więzienie, armia (“Army Blues”), jego nauczyciel muzyki Charley Patton (ta ujmująca historia zatytułowana “Remembrance of Charlie Patton”), nieobecność, rodzina. Styl Bukka White był również bardzo osobisty. Jego sposób gry na gitarze opierał się na tradycyjnej rytmicznej podstawie bluesmanów z Mississippi, ale łączył go z finger-picking, slides, elementami perkusyjnymi i niekonwencjonalnymi strojami. Dzięki tym wszystkim elementom, Bukka White osiągał jego charakterystyczny i brudny dźwięk, który Mississippi Blues Vol.1 oddaje z wielką klarownością i zachowuje dla potomności.

Zabłocie, 09.01.21


czwartek, 24 grudnia 2020

Phil Spector (Various Artists) – A Christmas Gift For You From Philles Records (aka Phil Spector’s Christmas Album)

 

Phil Spector, wielki muzyk, producent i wizjoner, opatentował studyjne brzmienie, Wall of Sound, oparte na monumentalnych orkiestracjach, z którymi zrewolucjonizował muzykę popularną na początku lat 60. W 1961 roku założył Philles Records z Lester Sill, a w ciągu następnych dwóch lat wyprodukował i wydał świetne single, takie jak "He's a Rebel" i "Be My Baby", które doprowadziły do sławy The Crystals i The Ronettes. Pod koniec 1963 roku Spector wyprodukował i wydał A Christmas Gift For You From Philles Records, album świeckich kolęd w wykonaniu gwiazd, które tworzyły obsadę Philles Records: The Crystals, The Ronettes, Darlene Love i Bob B. Soxx & The Blue Jeans. Album był jednym z pierwszych osiągnięć Spectora i jego Wall of Sound w formacie LP (do tego czasu skupiał się na dominującym formacie, 7-calowym singlu). W rzeczywistości jest to arcydzieło, z wersjami standardów, takich jak "White Christmas", "A Marshmallow World" (przez Darlene Love), "Frosty the Snowman" (przez The Ronettes) lub "Parade of the Wooden Soldiers" (przez The Crystals) piękna, które są nie do przebicia. Ze względu na nienaganne występy i uroczyste brzmienie, A Christmas Gift For You to album, który zafascynował kolejne pokolenia fanów na całym świecie i był przedmiotem reedycji różnych wytwórni muzycznych, z różnymi okładkami i tytułami. Apple Records ponownie wyemiował go w 1972 roku jako Phil Spector’s Christmas Album. Ale poza jego walorami artystycznymi, jest to zapis, który oddaje ducha Bożego Narodzenia - święta miłości, braterstwa, spotkania w gronie rodzinnym i współczucia - i zachęca do świętowania go z radością.

Wesołych Świąt i dostatniego 2021 roku.

Zabłocie, 24.12.20

niedziela, 20 grudnia 2020

Tom Rapp - A Journal Of The Plague Year

 

Teraz, gdy 2020 - prawdopodobnie najsmutniejszy rok naszego życia - dobiega końca, wydaje się, że to dobry moment, aby posłuchać A Journal Of The Plague Year (1999), albumu, który zapowiedział powrót Toma Rappa po ponad dwóch dekadach ciszy. W latach 60., Tom Rapp był liderem amerykańskiej psychodelicznej grupy folkowej Pearls Before Swine, z którą wydał sześć bardzo ciekawich albumów - w tym doskonały Balaklava (1968). Po rozpadzie zespołu na początku lat 70., wydał również kilka solowych albumów. W 1976 roku odszedł z muzyki, ale nadal atakował establishment z nowego frontu: został prawnikiem specjalizującym się w sprawach dotyczących dyskryminacji i praw obywatelskich. Pod koniec lat 90. powrócił krótko na scenę muzyczną w otoczeniu małego kręgu przyjaciół i wielbicieli, takich jak Damon Krukowski, Naomi Yang (z Galaxie 500 i Damon & Naomi); Nick Saloman i Ade Shawn (z The Bevis Frond). Oprócz odpowiedniego tytułu dla dzisiejszych czasów, A Journal Of The Plague Year to ścieżka dźwiękowa, która jest najbardziej odpowiednia w aktualnej rzeczywistości. Jest to zbiór marzycielskich i sugestywnych ballad ludowych, napisanych poetycką symboliką inspirowaną gwiazdami i oceanem. Dwie nieskończone przestrzenie, w których Tom Rapp znajduje obrazy potężnej ekspresji, takie jak w "The Swimmer", piosenka dedykowana Kurtowi Cobainowi ("I zawsze ścigałeś się z bólem / Tak jak ryba / Próbująca pływać szybciej niż / Hak w nim"). Są to utwory, które zachęcają do odwrócenia się od hałasu, zamieszania i zbiorowej histerii, które zalewają media; jak również do utrzymania nienaruszonego przekonania o ludzkiej zdolności do osiągnięcia sukcesu w trudnych sytuacjach. Na album składają się również piosenki mówiące o wyzwalającej i uzdrawiającej mocy miłości ("Blind", "Hopelessly Romantic"), oraz o niegasnącej jakości ludzkiej świadomości. W rzeczywistości ten niewielki album nie brzmi aktualnie, ale ponadczasowo, ponieważ pobrzmiewa w nim echo odwiecznej prawdy.

Zabłocie, 20.12.20

wtorek, 15 grudnia 2020

Patti Smith Group - Wave

 

           W tym czasie czwarty album Patti Smith, Wave (1979), podzielił krytyków i publiczność. Spora część publiczności odrzuciła go ze względu na zbyt miękki lub zbyt konwencjonalny. Winę zrzucono na producenta Todda Rundgrena, przedstawiciela najdelikatniejszego i najdokładniejszego popu lat 70. Z perspektywy czasu możemy docenić Wave jako wierny portret Patti Smith i jej zespołu w ich czasach kryzysu. Z pewnością w 1979 roku Patti Smith była już rozczarowana przemysłem muzycznym, wyczerpana fizycznie i psychicznie po sukcesie Easter (1978). Wciąż odczuwała następstwa wypadku, którego doznała w Tampie w 1977 roku, kiedy spadła ze sceny i zraniła kręgosłup. Ponadto, w tym czasie punk rock również zaczął spadać. Niektórzy jej współcześni z ery CBGB, tacy jak Television czy Richard Hell & The Voidoids, już się rozpuścili lub prawie. W 1979 roku Patti Smith pozostała muzą punka, ale dla niej ten ruch zakończył swój cykl. Największym symbolem tego, co punk reprezentował w 1979 roku dla Patti Smith, była z pewnością blizna na twarzy pozostawiona jej bratu, Toddowi Smithowi, po ataku Sida Viciousa kilka miesięcy wcześniej.

Po tym wszystkim Patti Smith zdecydowała się odejść z branży muzycznej przed nagrywaniem Wave. Planowała poślubić Freda 'Sonica' Smitha, gdy tylko skończy się jej zobowiązanie kontraktowe wobec Aristy, następnie przenieść się do Detroit i założyć rodzinę. Wave to płyta wykonana w pośpiechu, bez preprodukcji. Patti Smith wybrała swojej przyjaciela Todda Rundgrena na producenta, ponieważ w tym czasie potrzebowała mieć przyjaciela za sterami. Rundgren przyjął ofertę i znalazł się w studiu z na wpół skompletowanym zespołem z niewystarczającą liczbą piosenek do nagrania albumu. Podczas sesji Patti Smith i jej zespół improwizował w locie, spontanicznie zarzucając pomysłami. Todd Rundgren musiał użyć kasety demo, którą basista Ivan Král nagrywał od lat, do opracowania piosenek i ukończenia album. To właśnie niektóre demo Ivana Krala stały się jednymi z najpiękniejszych piosenek na albumie, jak np. "Dancing Barefoot" (moja ulubiona piosenka Patti Smith) czy wspaniały "Revenge". 

Jednak biorąc pod uwagę okoliczności i jego improwizowany charakter, Wave spełnia swoje główne zadanie, aby z godnością dostarczyć ostatnie utwory z pierwszego etapu Patti Smith. W rzeczywistości pierwsza strona albumu jest na świetnym poziomie. Istnieje na przykład wersja "So You Want to Be (A Rock 'n' Roll Star)" zespołu The Byrds, która podsumowuje nastrój Patti Smith w odniesieniu do ciemnego zaplecza branży muzycznej. Na stronie B lepiej widać stan zamieszania, w którym powstawała płyta. Chociaż Patti Smith śpiewa w nich na tematy takie jak chrześcijaństwo i dialektyczne relacje z Bogiem, piosenki brzmią płasko, a nie ekspansywne. Daleko od transcendencji Horses (1975) lub Easter (1978). Wave traci wiele w porównaniu z tymi albumami, porówanie to jest może niesprawiedliwe, ale nieuniknione. To jest problem tych, którzy dotknęli nieba.

Zabłocie, 15.12.20


wtorek, 8 grudnia 2020

Janis Ian - Between The Lines

 

Najlepsze piosenki często wynikają z konieczności. Muzyka popularna jest przestrzenią konsensualną (tj. luźną pod względem zasad estetycznych i moralnych) do komunikowania tego, co jest konieczne. Janis Ian napisała "At Seventeen", ponieważ miała wciąż niewykonane zadanie: zaśpiewać o rozczarowaniu, o poczuciu wykluczenia i iluzorycznej idei sukcesu narzuconej przez społeczeństwo. Janis Ian napisała piosenkę z punktu widzenia siedemnastoletniej dziewczynki, ponieważ był to dla niej ważny moment podnoszenia świadomości. Nie miało znaczenia, że publiczność uznała to za niedojrzałe, bo w "At Seventeen" podejście i potrzeba ekspresji zwyciężyła ponownie.

W Between The Lines (1975), jak w życiu, lament z powodu rozczarowania jest tylko punktem wyjścia. Wraz z rozczarowaniem rozpoczyna się tworzenie osobowości i uczenie się życia. Innymi słowy: od niego zaczyna się dorosłe życie. Between The Lines to album, który odnosi się, z intymnym tonem, do nadejścia dorosłego życia i uczenia się życia w kwestiach takich jak miłość czy zaangażowanie. Uczenie się rozumiane jako stały osobisty proces odkrywania i doceniania niuansów. Jest to ważna kwestia ponieważ z niuanse mogą nadać sens szalonemu światu. W wieku 23 lat, Janis Ian nauczyła się na tyle, aby docenić niuanse w muzyce, i wiedzieć, że najlepszym piosenkarzem nie jest ten, któremu udaje się wyciągnąć pewne nuty, ale ten, kto wie, jak śpiewać bez nich w pustce, która między nimi się tworzy. Muzyka jest językiem uniwersalnym, a jej wykonawcy muszą postrzegać ją jako środek wyrazu, ale nie w duchu stenografa. Wyprodukowana przez Brooksa Arthura w jego 914 Sounds Studios w Nowym Jorku, Between The Lines to subtelna płyta, z doskonałymi piosenkami dla potomności ("Bright Lights and Promises", "In the Winter", "Light a Light"), która nie tylko oddaje Janis Ian w kluczowym momencie jej kariery, ale także odzwierciedla muzycznego i politycznego ducha swoich czasów.

Zabłocie, 08.12.20


środa, 2 grudnia 2020

Hound Dog Taylor & The HouseRockers - Beware Of The Dog!

 

Muzyczna kariera bluesmana Hound Dog Taylora, trwająca prawie czterdzieści lat, minęła niezauważona przez branżę muzyczną aż do końca jego życia. Od połowy lat pięćdziesiątych Hound Dog był dość dobrze znany na scenie bluesowej w Chicago. Tam regularnie występował w klubach i barach o niskich dochodach ze swoim zespołem The HouseRockers i zyskał małą grupę wiernych fanów. Ze swoim brudnym, ostrym i bardzo imprezowym stylem, Hound Dog Taylor & The HouseRockers były idealnym połączeniem do ożywiania imprez, które trwały do ​​wczesnych godzin porannych. Niemniej jednak był systematycznie odrzucany przez wytwórnie płytowe, które wydawały się nie widzieć więcej niż sidemana w Hound Dog Taylorze. W rzeczywistości w latach sześćdziesiątych nagrał sesję dla Chess Records, ale wytwórnia odmówiła jej wydania, więc nie została ona wydana aż do lat dziewięćdziesiątych. Jego debiut płytowy miał nastąpić dopiero w 1971 roku, kiedy Bruce Iglauer, wówczas młody fan bluesa i wielki fan Hound Dog, założył wytwórnię Alligator Records, aby wyprodukować i opublikować dzieło sześciopalcowego bluesmana. Dzięki patronatowi Bruce'a Iglauera, który pełnił funkcję odkrywcy, mecenasa, producenta i menadżera, Hound Dog Taylor i jego wierni kumple Brewer Phillips (gitara rytmiczna) i Ted Harvey (perkusja) wydali dwa albumy studyjne - Hound Dog Taylor & The HouseRockers (1971) i Natural Boogie (1974) - i zyskali międzynarodowe uznanie. Zagrali trasę po Stanach Zjednoczonych, Australii, Nowej Zelandii i Kanadzie. Spóźnione uznanie, ale w samą porę: Hound Dog zmarł na raka płuc w grudniu 1975 roku.

Opublikowany pośmiertnie, Beware Of The Dog! (1976) składa się z kilku nagrań z koncertów w Chicago i Cleveland w 1974 roku. Album pozwala więc docenić Hound Dog w jego naturalnym żywiole: na scenie, przy wsparciu jego wiernych towarzyszy Brewera Phillipsa i wielkiego Teda Harveya, a także chętnie uratować dawkę jego szalonego, elektrycznego i świątecznego bluesa przed oddaną i gotową do zabawy publicznością. Beware Of The Dog! jest przejawem entuzjazmu i zaraźliwej radości. Trudno się nie uśmiechnąć, słuchając Hound Dog i jego partnerów w pełnym rozkwicie i wykonujących swoje bezczelne i niezapomniane boogie, takie jak słynny "Give Me Back My Wig” (ich najpopularniejsza piosenka), "Kitchen Sink Boogie” czy "Comin' Around the Mountain". Wśród dziewięciu piosenek składających się na album jest "Freddie's Blues”, który przypomina nam, że Hound Dog był także mistrzem w swoich czułych chwilach. Jest też "Let's Get Funky”, piosenka, która sama w sobie zawiera całą esencję tego pierwotnego i ekscytującego hałasu zwanego rock'n'roll. To kompletne szaleństwo. W Beware Of The Dog! możemy usłyszeć Hound Doga Taylora takiego, jakim chciałby zostać zapamiętany. Już kiedyś powiedział Bruce'owi Iglauerowi: "Kiedy umrę, nie chcę pogrzebu, chcę przyjęcia!”

Zabłocie, 02.12.20