Muzyczna kariera bluesmana
Hound Dog Taylora, trwająca prawie czterdzieści lat, minęła niezauważona przez
branżę muzyczną aż do końca jego życia. Od połowy lat pięćdziesiątych Hound Dog
był dość dobrze znany na scenie bluesowej w Chicago. Tam regularnie występował
w klubach i barach o niskich dochodach ze swoim zespołem The HouseRockers i
zyskał małą grupę wiernych fanów. Ze swoim brudnym, ostrym i bardzo imprezowym
stylem, Hound Dog Taylor & The HouseRockers były idealnym połączeniem do
ożywiania imprez, które trwały do wczesnych godzin porannych. Niemniej jednak
był systematycznie odrzucany przez wytwórnie płytowe, które wydawały się nie
widzieć więcej niż sidemana w Hound Dog Taylorze. W
rzeczywistości w latach sześćdziesiątych nagrał sesję dla Chess Records, ale
wytwórnia odmówiła jej wydania, więc nie została ona wydana aż do lat
dziewięćdziesiątych. Jego debiut płytowy miał nastąpić dopiero w 1971 roku,
kiedy Bruce Iglauer, wówczas młody fan bluesa i wielki fan Hound Dog, założył
wytwórnię Alligator Records, aby wyprodukować i opublikować dzieło
sześciopalcowego bluesmana. Dzięki patronatowi Bruce'a Iglauera, który pełnił
funkcję odkrywcy, mecenasa, producenta i menadżera, Hound Dog Taylor i jego
wierni kumple Brewer Phillips (gitara rytmiczna) i Ted Harvey (perkusja) wydali
dwa albumy studyjne - Hound Dog Taylor & The HouseRockers (1971) i Natural
Boogie (1974) - i zyskali międzynarodowe uznanie. Zagrali trasę po Stanach
Zjednoczonych, Australii, Nowej Zelandii i Kanadzie. Spóźnione uznanie, ale w
samą porę: Hound Dog zmarł na raka płuc w grudniu 1975 roku.
Opublikowany pośmiertnie, Beware Of The Dog! (1976) składa się z kilku nagrań z koncertów w Chicago i Cleveland w 1974 roku. Album pozwala więc docenić Hound Dog w jego naturalnym żywiole: na scenie, przy wsparciu jego wiernych towarzyszy Brewera Phillipsa i wielkiego Teda Harveya, a także chętnie uratować dawkę jego szalonego, elektrycznego i świątecznego bluesa przed oddaną i gotową do zabawy publicznością. Beware Of The Dog! jest przejawem entuzjazmu i zaraźliwej radości. Trudno się nie uśmiechnąć, słuchając Hound Dog i jego partnerów w pełnym rozkwicie i wykonujących swoje bezczelne i niezapomniane boogie, takie jak słynny "Give Me Back My Wig” (ich najpopularniejsza piosenka), "Kitchen Sink Boogie” czy "Comin' Around the Mountain". Wśród dziewięciu piosenek składających się na album jest "Freddie's Blues”, który przypomina nam, że Hound Dog był także mistrzem w swoich czułych chwilach. Jest też "Let's Get Funky”, piosenka, która sama w sobie zawiera całą esencję tego pierwotnego i ekscytującego hałasu zwanego rock'n'roll. To kompletne szaleństwo. W Beware Of The Dog! możemy usłyszeć Hound Doga Taylora takiego, jakim chciałby zostać zapamiętany. Już kiedyś powiedział Bruce'owi Iglauerowi: "Kiedy umrę, nie chcę pogrzebu, chcę przyjęcia!”
Zabłocie, 02.12.20

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz