czwartek, 24 grudnia 2020

Phil Spector (Various Artists) – A Christmas Gift For You From Philles Records (aka Phil Spector’s Christmas Album)

 

Phil Spector, wielki muzyk, producent i wizjoner, opatentował studyjne brzmienie, Wall of Sound, oparte na monumentalnych orkiestracjach, z którymi zrewolucjonizował muzykę popularną na początku lat 60. W 1961 roku założył Philles Records z Lester Sill, a w ciągu następnych dwóch lat wyprodukował i wydał świetne single, takie jak "He's a Rebel" i "Be My Baby", które doprowadziły do sławy The Crystals i The Ronettes. Pod koniec 1963 roku Spector wyprodukował i wydał A Christmas Gift For You From Philles Records, album świeckich kolęd w wykonaniu gwiazd, które tworzyły obsadę Philles Records: The Crystals, The Ronettes, Darlene Love i Bob B. Soxx & The Blue Jeans. Album był jednym z pierwszych osiągnięć Spectora i jego Wall of Sound w formacie LP (do tego czasu skupiał się na dominującym formacie, 7-calowym singlu). W rzeczywistości jest to arcydzieło, z wersjami standardów, takich jak "White Christmas", "A Marshmallow World" (przez Darlene Love), "Frosty the Snowman" (przez The Ronettes) lub "Parade of the Wooden Soldiers" (przez The Crystals) piękna, które są nie do przebicia. Ze względu na nienaganne występy i uroczyste brzmienie, A Christmas Gift For You to album, który zafascynował kolejne pokolenia fanów na całym świecie i był przedmiotem reedycji różnych wytwórni muzycznych, z różnymi okładkami i tytułami. Apple Records ponownie wyemiował go w 1972 roku jako Phil Spector’s Christmas Album. Ale poza jego walorami artystycznymi, jest to zapis, który oddaje ducha Bożego Narodzenia - święta miłości, braterstwa, spotkania w gronie rodzinnym i współczucia - i zachęca do świętowania go z radością.

Wesołych Świąt i dostatniego 2021 roku.

Zabłocie, 24.12.20

niedziela, 20 grudnia 2020

Tom Rapp - A Journal Of The Plague Year

 

Teraz, gdy 2020 - prawdopodobnie najsmutniejszy rok naszego życia - dobiega końca, wydaje się, że to dobry moment, aby posłuchać A Journal Of The Plague Year (1999), albumu, który zapowiedział powrót Toma Rappa po ponad dwóch dekadach ciszy. W latach 60., Tom Rapp był liderem amerykańskiej psychodelicznej grupy folkowej Pearls Before Swine, z którą wydał sześć bardzo ciekawich albumów - w tym doskonały Balaklava (1968). Po rozpadzie zespołu na początku lat 70., wydał również kilka solowych albumów. W 1976 roku odszedł z muzyki, ale nadal atakował establishment z nowego frontu: został prawnikiem specjalizującym się w sprawach dotyczących dyskryminacji i praw obywatelskich. Pod koniec lat 90. powrócił krótko na scenę muzyczną w otoczeniu małego kręgu przyjaciół i wielbicieli, takich jak Damon Krukowski, Naomi Yang (z Galaxie 500 i Damon & Naomi); Nick Saloman i Ade Shawn (z The Bevis Frond). Oprócz odpowiedniego tytułu dla dzisiejszych czasów, A Journal Of The Plague Year to ścieżka dźwiękowa, która jest najbardziej odpowiednia w aktualnej rzeczywistości. Jest to zbiór marzycielskich i sugestywnych ballad ludowych, napisanych poetycką symboliką inspirowaną gwiazdami i oceanem. Dwie nieskończone przestrzenie, w których Tom Rapp znajduje obrazy potężnej ekspresji, takie jak w "The Swimmer", piosenka dedykowana Kurtowi Cobainowi ("I zawsze ścigałeś się z bólem / Tak jak ryba / Próbująca pływać szybciej niż / Hak w nim"). Są to utwory, które zachęcają do odwrócenia się od hałasu, zamieszania i zbiorowej histerii, które zalewają media; jak również do utrzymania nienaruszonego przekonania o ludzkiej zdolności do osiągnięcia sukcesu w trudnych sytuacjach. Na album składają się również piosenki mówiące o wyzwalającej i uzdrawiającej mocy miłości ("Blind", "Hopelessly Romantic"), oraz o niegasnącej jakości ludzkiej świadomości. W rzeczywistości ten niewielki album nie brzmi aktualnie, ale ponadczasowo, ponieważ pobrzmiewa w nim echo odwiecznej prawdy.

Zabłocie, 20.12.20

wtorek, 15 grudnia 2020

Patti Smith Group - Wave

 

           W tym czasie czwarty album Patti Smith, Wave (1979), podzielił krytyków i publiczność. Spora część publiczności odrzuciła go ze względu na zbyt miękki lub zbyt konwencjonalny. Winę zrzucono na producenta Todda Rundgrena, przedstawiciela najdelikatniejszego i najdokładniejszego popu lat 70. Z perspektywy czasu możemy docenić Wave jako wierny portret Patti Smith i jej zespołu w ich czasach kryzysu. Z pewnością w 1979 roku Patti Smith była już rozczarowana przemysłem muzycznym, wyczerpana fizycznie i psychicznie po sukcesie Easter (1978). Wciąż odczuwała następstwa wypadku, którego doznała w Tampie w 1977 roku, kiedy spadła ze sceny i zraniła kręgosłup. Ponadto, w tym czasie punk rock również zaczął spadać. Niektórzy jej współcześni z ery CBGB, tacy jak Television czy Richard Hell & The Voidoids, już się rozpuścili lub prawie. W 1979 roku Patti Smith pozostała muzą punka, ale dla niej ten ruch zakończył swój cykl. Największym symbolem tego, co punk reprezentował w 1979 roku dla Patti Smith, była z pewnością blizna na twarzy pozostawiona jej bratu, Toddowi Smithowi, po ataku Sida Viciousa kilka miesięcy wcześniej.

Po tym wszystkim Patti Smith zdecydowała się odejść z branży muzycznej przed nagrywaniem Wave. Planowała poślubić Freda 'Sonica' Smitha, gdy tylko skończy się jej zobowiązanie kontraktowe wobec Aristy, następnie przenieść się do Detroit i założyć rodzinę. Wave to płyta wykonana w pośpiechu, bez preprodukcji. Patti Smith wybrała swojej przyjaciela Todda Rundgrena na producenta, ponieważ w tym czasie potrzebowała mieć przyjaciela za sterami. Rundgren przyjął ofertę i znalazł się w studiu z na wpół skompletowanym zespołem z niewystarczającą liczbą piosenek do nagrania albumu. Podczas sesji Patti Smith i jej zespół improwizował w locie, spontanicznie zarzucając pomysłami. Todd Rundgren musiał użyć kasety demo, którą basista Ivan Král nagrywał od lat, do opracowania piosenek i ukończenia album. To właśnie niektóre demo Ivana Krala stały się jednymi z najpiękniejszych piosenek na albumie, jak np. "Dancing Barefoot" (moja ulubiona piosenka Patti Smith) czy wspaniały "Revenge". 

Jednak biorąc pod uwagę okoliczności i jego improwizowany charakter, Wave spełnia swoje główne zadanie, aby z godnością dostarczyć ostatnie utwory z pierwszego etapu Patti Smith. W rzeczywistości pierwsza strona albumu jest na świetnym poziomie. Istnieje na przykład wersja "So You Want to Be (A Rock 'n' Roll Star)" zespołu The Byrds, która podsumowuje nastrój Patti Smith w odniesieniu do ciemnego zaplecza branży muzycznej. Na stronie B lepiej widać stan zamieszania, w którym powstawała płyta. Chociaż Patti Smith śpiewa w nich na tematy takie jak chrześcijaństwo i dialektyczne relacje z Bogiem, piosenki brzmią płasko, a nie ekspansywne. Daleko od transcendencji Horses (1975) lub Easter (1978). Wave traci wiele w porównaniu z tymi albumami, porówanie to jest może niesprawiedliwe, ale nieuniknione. To jest problem tych, którzy dotknęli nieba.

Zabłocie, 15.12.20


wtorek, 8 grudnia 2020

Janis Ian - Between The Lines

 

Najlepsze piosenki często wynikają z konieczności. Muzyka popularna jest przestrzenią konsensualną (tj. luźną pod względem zasad estetycznych i moralnych) do komunikowania tego, co jest konieczne. Janis Ian napisała "At Seventeen", ponieważ miała wciąż niewykonane zadanie: zaśpiewać o rozczarowaniu, o poczuciu wykluczenia i iluzorycznej idei sukcesu narzuconej przez społeczeństwo. Janis Ian napisała piosenkę z punktu widzenia siedemnastoletniej dziewczynki, ponieważ był to dla niej ważny moment podnoszenia świadomości. Nie miało znaczenia, że publiczność uznała to za niedojrzałe, bo w "At Seventeen" podejście i potrzeba ekspresji zwyciężyła ponownie.

W Between The Lines (1975), jak w życiu, lament z powodu rozczarowania jest tylko punktem wyjścia. Wraz z rozczarowaniem rozpoczyna się tworzenie osobowości i uczenie się życia. Innymi słowy: od niego zaczyna się dorosłe życie. Between The Lines to album, który odnosi się, z intymnym tonem, do nadejścia dorosłego życia i uczenia się życia w kwestiach takich jak miłość czy zaangażowanie. Uczenie się rozumiane jako stały osobisty proces odkrywania i doceniania niuansów. Jest to ważna kwestia ponieważ z niuanse mogą nadać sens szalonemu światu. W wieku 23 lat, Janis Ian nauczyła się na tyle, aby docenić niuanse w muzyce, i wiedzieć, że najlepszym piosenkarzem nie jest ten, któremu udaje się wyciągnąć pewne nuty, ale ten, kto wie, jak śpiewać bez nich w pustce, która między nimi się tworzy. Muzyka jest językiem uniwersalnym, a jej wykonawcy muszą postrzegać ją jako środek wyrazu, ale nie w duchu stenografa. Wyprodukowana przez Brooksa Arthura w jego 914 Sounds Studios w Nowym Jorku, Between The Lines to subtelna płyta, z doskonałymi piosenkami dla potomności ("Bright Lights and Promises", "In the Winter", "Light a Light"), która nie tylko oddaje Janis Ian w kluczowym momencie jej kariery, ale także odzwierciedla muzycznego i politycznego ducha swoich czasów.

Zabłocie, 08.12.20


środa, 2 grudnia 2020

Hound Dog Taylor & The HouseRockers - Beware Of The Dog!

 

Muzyczna kariera bluesmana Hound Dog Taylora, trwająca prawie czterdzieści lat, minęła niezauważona przez branżę muzyczną aż do końca jego życia. Od połowy lat pięćdziesiątych Hound Dog był dość dobrze znany na scenie bluesowej w Chicago. Tam regularnie występował w klubach i barach o niskich dochodach ze swoim zespołem The HouseRockers i zyskał małą grupę wiernych fanów. Ze swoim brudnym, ostrym i bardzo imprezowym stylem, Hound Dog Taylor & The HouseRockers były idealnym połączeniem do ożywiania imprez, które trwały do ​​wczesnych godzin porannych. Niemniej jednak był systematycznie odrzucany przez wytwórnie płytowe, które wydawały się nie widzieć więcej niż sidemana w Hound Dog Taylorze. W rzeczywistości w latach sześćdziesiątych nagrał sesję dla Chess Records, ale wytwórnia odmówiła jej wydania, więc nie została ona wydana aż do lat dziewięćdziesiątych. Jego debiut płytowy miał nastąpić dopiero w 1971 roku, kiedy Bruce Iglauer, wówczas młody fan bluesa i wielki fan Hound Dog, założył wytwórnię Alligator Records, aby wyprodukować i opublikować dzieło sześciopalcowego bluesmana. Dzięki patronatowi Bruce'a Iglauera, który pełnił funkcję odkrywcy, mecenasa, producenta i menadżera, Hound Dog Taylor i jego wierni kumple Brewer Phillips (gitara rytmiczna) i Ted Harvey (perkusja) wydali dwa albumy studyjne - Hound Dog Taylor & The HouseRockers (1971) i Natural Boogie (1974) - i zyskali międzynarodowe uznanie. Zagrali trasę po Stanach Zjednoczonych, Australii, Nowej Zelandii i Kanadzie. Spóźnione uznanie, ale w samą porę: Hound Dog zmarł na raka płuc w grudniu 1975 roku.

Opublikowany pośmiertnie, Beware Of The Dog! (1976) składa się z kilku nagrań z koncertów w Chicago i Cleveland w 1974 roku. Album pozwala więc docenić Hound Dog w jego naturalnym żywiole: na scenie, przy wsparciu jego wiernych towarzyszy Brewera Phillipsa i wielkiego Teda Harveya, a także chętnie uratować dawkę jego szalonego, elektrycznego i świątecznego bluesa przed oddaną i gotową do zabawy publicznością. Beware Of The Dog! jest przejawem entuzjazmu i zaraźliwej radości. Trudno się nie uśmiechnąć, słuchając Hound Dog i jego partnerów w pełnym rozkwicie i wykonujących swoje bezczelne i niezapomniane boogie, takie jak słynny "Give Me Back My Wig” (ich najpopularniejsza piosenka), "Kitchen Sink Boogie” czy "Comin' Around the Mountain". Wśród dziewięciu piosenek składających się na album jest "Freddie's Blues”, który przypomina nam, że Hound Dog był także mistrzem w swoich czułych chwilach. Jest też "Let's Get Funky”, piosenka, która sama w sobie zawiera całą esencję tego pierwotnego i ekscytującego hałasu zwanego rock'n'roll. To kompletne szaleństwo. W Beware Of The Dog! możemy usłyszeć Hound Doga Taylora takiego, jakim chciałby zostać zapamiętany. Już kiedyś powiedział Bruce'owi Iglauerowi: "Kiedy umrę, nie chcę pogrzebu, chcę przyjęcia!”

Zabłocie, 02.12.20

sobota, 28 listopada 2020

Astrud Gilberto – The Shadow Of Your Smile

 

Po międzynarodowym sukcesie singla "The Girl from Ipanema” z 1964 roku Stana Getza i João Gilberto, w którym Astrud Gilberto zadebiutowała w duecie z mężem, piosenkarka z Salvador da Bahia rozpoczęła karierę solową w połowie lat sześćdziesiątych. Był to płodny czas z wytwórnią Verve Records, która pomogła spopularyzować muzykę bossa nova na całym świecie. W 1965 roku wydała w odstępie kilku miesięcy swoje pierwsze dwa albumy: The Astrud Gilberto Album i The shadow Of Your Smile. W tym drugim Astrud Gilberto demonstruje swoją wielką wszechstronność i chęć odkrywania nowych horyzontów, wnosząc zarówno północnoamerykańskie, jak i brazylijskie standardy. Album zawiera przepiękne wersje m.in. "Fly Me to the Moon”, "Who Can I Turn To?” i "Manhã de Carnaval”, które w rękach Astrud Gilberto nabrały najbardziej sugestywnej świetlistości. Astrud Gilberto nie miała potężnego głosu ani świetnej techniki. Wręcz przeciwnie: była śpiewaczką o kruchym głosie, ale obdarzoną wrodzoną, niewysłowioną słodyczą. Jej głos był jak pieszczota, a dzięki niemu osiągnęła w interpretacji ogromną zmysłowość. Słuchanie Astrud Gilberto jest jak kontemplacja pięknego i delikatnego kwiatu, którego płatków się nie dotyka ze strachu przed złamaniem.

Wyprodukowany przez Creed Taylor, The Shadow Of Your Smile, to przepiękne połączenie bossa novy i jazzu, ze wspaniałymi orkiestrowymi balladami, takimi jak "The Shadow of Your Smile” czy "The Gentle Rain”. Monumentalne aranżacje Clausa Ogermana, João Donato i Dona Sebesky'ego pozwalają na grę kontrastów między stylistyczną prostotą Astruda Gilberto a powagą akompaniamentu instrumentalnego. W każdym razie jest to album w przemyślanej, czułej i sugestywnej tonacji molowej. I z kilkoma chwilami zadumy ("Non-Stop To Brazil”), a także urzekającej radości, jak "(Take Me To) Aruanda” czy "O Ganso”. Ten ostatni, instrumentalny utwór Luiza Bonfá, jest szczególnie zabawny. Astrud Gilberto wykonuje w nim duet z jazz puzonistą Bobem Brookmeyerem. Głos i puzon naprzemiennie zmieniają prowadzenie w melodii i kończą mieszanie się w niej. Nawiasem mówiąc, było to wówczas całkiem nowe podejście. Prostota wymaga pewnego stopnia wyrafinowania.

Zabłocie, 28.11.20


wtorek, 24 listopada 2020

Vic Chesnutt – West Of Rome

West Of Rome (1992), drugi album Vica Chesnutta, jest często uważany za arcydzieło autora. Vic Chesnutt skomponował większość piosenek z albumu w Kalifornii, dokąd tymczasowo przeniósł się z Athens pod koniec lat 80., wkrótce po nagraniu swojego debiutu Little (1990). W Kalifornii, z dala od kontroli rodziny, wiódł rozwiązłe życie pełne beztroskiej i alkoholowej zabawy. To kalifornijskie doświadczenie było dla niego inicjacyjne, ponieważ pozwoliło mu spojrzeć na własną twórczość z dystansu. W rzeczywistości był to okres, w którym ukształtował się jego muzyczny styl, odkrywając nowe środki, aby osiągnąć maksymalną możliwą zdolność ekspresji w oparciu o jego fizyczne ograniczenia. Tak więc na West Of Rome słyszymy Vica Chesnutta śpiewającego w sposób, który czyni  go odtąd tak osobliwym, charakteryzującym się luźną frazą, przesadnie wydłużającą niektóre fonemy, by nadać dramatycznej intensywności. Miał bardzo osobisty sposób śpiewania, a jednocześnie był pod silnym wpływem jego południowego pochodzenia. W Kalifornii odkrył także swoje zamiłowanie do melodii, wyczuwalne w piosenkach takich jak "Lucinda Williams” czy "Steve Willoughby”, w których słyszymy  Vica Chesnutta odnowionego i pełnego olśniewających harmonii. Powracający producent Michael Stipe podkreślił ten nowy akcent melodyjny Vica Chesnutta, dodając do płyty prostą, ale różnorodne instrumentarium, zwiększając w ten sposób paletę kolorów piosenkarza i autora piosenek. Dzięki tej obróbce dźwiękiem Michael Stipe (który był już wtedy gwiazdą rocka po światowym sukcesie R.E.M.) uzyskuje intymny ton poprzez piękno otwierającego utworu "Bug”.

Doświadczenie kalifornijskie przyniosło również Vicowi Chesnuttowi większą różnorodność tematyczną w jego twórczości. Z pewnością w Kalifornii był narażony na nowe środowiska, nowych ludzi, nowe perspektywy. Krótko mówiąc, nowe bodźce, które posłużyły jako inspiracja. Vic Chesnutt miał wielką zdolność obserwacji, zwykł pisać o otaczającej go rzeczywistości w duchu portrecisty. A wraz ze zmianą scenerii pojawiły się piosenki takie jak "Stupid Preoccupations” czy "Big Huge Valley”, kroniki osobistych epizodów śpiewane w jego specyficznym stylu. Zabawny i wymagający styl, stwarzający sprzeczności, kalambury i podwójne znaczenia. Rozciąganie i deformowanie języka, zabawa zarówno fonetyką, jak i znaczeniem słów. W West Of Rome Vic Chesnutt wykazuje dowcip i roztropność, które są rzadkie w świecie rock'n'rolla. Vic Chesnutt był (jak już powiedziano) najbardziej literackim z piosenkarzy i autorów tekstów swojego pokolenia. Jego pisarstwo można rozumieć jako żartobliwy sposób wyrażenia tragikomicznego charakteru życia. W West Of Rome jest też - jak we wszystkich pracach Chesnutta - bardzo czarny humor, jak w tej dziwnej elegii zwanej "Florida”, o przyjacielu, który decyduje się pojechać na Florydę, aby zapić się na śmierć.

Vic Chesnutt był postacią buntowniczą, która mimo swej poetyckiej ekspresji podchodziła do rzeczywistości w sposób materialistyczny i racjonalny. W dziedzinie muzyki popularnej, tak oddanej idealizmowi, banalności lub zarozumiałości, Vic Chesnutt pojawił się jako rozczarowany piosenkarz i autor tekstów, chętny do zmierzenia się z rzeczywistością taką, jaka jest, z pokorą i szczerością. Stąd imponująca "Sponge”, w której ukazuje rzeczywistość jako bezosobową, nietolerancyjną i niezmienną w swojej funkcji pochłaniania życia. Albo "Panic Pure” (moim zdaniem jedna z najlepszych piosenek Vica Chesnutta), która porusza temat degradacji jako nieuniknionego warunku życia. Vic Chesnutt swoim materializmem przypomina nam, że rzeczywistość jest nieunikniona, a naszym obowiązkiem jest dostosować się do niej, starając się jak najlepiej wykorzystać pojawiające się okoliczności. I oczywiście cieszyć się tym procesem, czerpiąc trochę z przyjemności, które pojawiają się po drodze. Jak w miłości.

Z pewnością jednym z nowych tematów, które Vic Chesnutt podejmuje w West Of Rome, jest miłość. Rok przed nagraniem albumu Vic Chesnutt rozpoczął dziwaczny romans ze swoją basistką Tiną, który zakończył się zaimprowizowanym ślubem. Owocem tego doświadczenia są cenne "Soggy Tongues” z pięknym akompaniamentem smyczków od siostrzenic Chesnutt Mandi i Lizz Durrett. Odkupiona miłość jest w istocie fizyczną i życiową koniecznością ("Where Were You?”), a jej osiągnięcie jest zwieńczeniem albumu, który jest równie delikatny i groźny. Album o wielkiej urodzie, będący wynikiem wielu nocy alkoholowej rozpusty w Kalifornii. Z chwilami euforii i kaca. Ponieważ nie ma przyjemności bez bólu, w West Of Rome są też momenty nienawiści do samego siebie, jak w piosence przewodniej albumu. Piosenka o kimś, kto budzi się w obcym miejscu, gdzie nikt go nie wezwał, aw samotności czuje zniesmaczenie, gdy rozpoznaje się w lustrze, pozbawionym wyidealizowanego obrazu siebie. I mimo wszystko przygotowuje się na nowy dzień, bo to jedyne, co można zrobić. Prawie tak realne jak samo życie.

Zablocie, 24.11.20

sobota, 21 listopada 2020

Redd Kross - Researching The Blues

 

Researching The Blues (2012) to długo oczekiwany powrót Redd Krossa po długiej i pełnej niepewności ciszy. W rzeczywistości nie jest nierozsądne myślenie, że bracia Jeff i Steve McDonald, założyciele i liderzy Redd Kross, odrodzili zespół pod naciskiem ich zwolenników. Po albumie Show World (1997) i późniejszej międzynarodowej trasie koncertowej Redd Kross rozpoczął ponad pięcioletnią przerwę. Zakładano, że grupa rozpadnie się, zwłaszcza po śmierci jej głównego gitarzysty Eddiego Kurdziela w 1999 roku. Faktycznie, bracia McDonald zrobili sobie przerwę i poświęcali się innym projektom i problemom, na które czekali od dziesięcioleci, takim jak nauka i życie rodzinne. Nie zapominajamy, że Jeff i Steve McDonald rozpoczęli karierę rockowego grania, kiedy nie byli nawet nastolatkami. W przerwie Redd Kross byli zaangażowani w różne projekty, razem lub osobno, jako muzycy lub producenci (współpracowali m.in. z The Donnas czy The Chevelles). Ze swojej strony perkusista zespołu, Brian Reitzell, od początku nowego stulecia samodzielnie rozwijał pełną sukcesów i wielopłaszczyznową karierę (jest w istocie uznanym producentem i kompozytorem). W 2002 roku bracia McDonald powrócili na pierwszy plan z rodzinną wersją Redd Kross o nazwie Ze Malibu Kids, w której towarzyszyli im Anna Waronker (żona Steve'a) i mała Astrid (córka Jeffa). Ze Malibu Kids wydało album Sound It Out (2002), który służył między innymi do nakarmienia publiczności przed ewentualnym powrotem Redda Krossa. A po jego rzekomym rozwiązaniu reputacja Redd Kross jako kultowego zespołu została ugruntowana. Pomimo tego, że większość jego dyskografii od lat nie była już w obiegu, liczba zwolenników nie przestała rosnąć w różnych zakątkach świata, przede wszystkim dzięki poczcie pantoflowej (forma promocji indie par excellence). W obliczu ponownego zainteresowania publiczności bracia McDonald dali początek zespołowi Redd Kross w klasycznym składzie z lat osiemdziesiątych, do którego weszli wirtuoz Robert Hecker na gitarze prowadzącej i Roy McDonald na perkusji. To był właśnie skład odpowiedzialny za niektóre z najbardziej kultowych nagrań zespołu - Teen Babes From Monsanto (1984), Neurotica (1987) i The Third Eye (1990). Odrodzony Redd Kross koncertował w Kalifornii, Hiszpanii i Australii (krajach z głęboko zakorzenioną miłością do power popu i gdzie Redd Kross jest traktowany trochę mniej niż gwiazda rocka), a później w wielu innych krajach i tam też dowiedli, że są u szczytu formy i mogą spełnić oczekiwania publiczności.

Wreszcie, w 2007 roku weszli do studia Kingsize Soundlabs w Los Angeles, aby nagrać nowy materiał, który pięć lat później ukazał się w wytwórni Merge Records na płycie Researching The Blues. Napisany głównie przez Jeffa i wyprodukowany przez Steve'a, Researching The Blues jest albumem bardziej zwięzłym, jednorodnym i bezpośrednim niż jego poprzednicy. Składa się z kilkunastu energicznych i entuzjastycznych hołdów dla trash-popu (sub) kultury i kina z serii B. Całkowicie nowy wyświetlacz witaminowego popu marki domowej, pełen harmonii wokalnych i chwytliwych refrenów. Nie wiem, czy to ich najlepszy album, ale wiem, że zawiera jedne z najlepszych piosenek z całego jego repertuaru, takie jak "Researching the Blues”, "Stay Away From Downtown” czy "Choose to Play”. W rzeczywistości, krótkie pół godziny, które trwa ten album, jest doskonałą okazją, aby przekonać się, dlaczego Redd Kross jest możliwie najlepszym power popowym zespołem wszechczasów.

Zabłocie, 21.11.20


sobota, 14 listopada 2020

Karen Dalton – It's So Hard To Tell Who's Going to Love You The Best

 

Nieznana ogółowi społeczeństwa, często ignorowana przez historiografię, Karen Dalton jest jedną z najbardziej zagadkowych postaci amerykańskiej muzyki popularnej lat sześćdziesiątych. Była nieuchwytną kobietą i nierozpuszczalną artystką zarówno w przemyśle muzycznym, jak i rozrywkowym. W rzeczywistości w życiu nie była praktycznie znana poza nowojorską dzielnicą Greenwich Village.

Greenwich Village przez dziesięciolecia była artystyczną dzielnicą, w której na ulicach i w kawiarniach panowała nieustannie kipiąca artystyczna atmosfera. Niespokojni młodzi ludzie gromadzili się, aby szukać inspiracji, uciec od wspólnych mianowników i znaleźć alternatywne sposoby ekspresji. W latach pięćdziesiątych Greenwich Village było rajem dla beatników. A od wczesnych lat sześćdziesiątych wypełniony był przez hippisów, długowłosych młodych mężczyzn, którzy swoimi gitarami chcieli ożywić muzykę ludową. Lista artystów, którzy uczestniczyli w folkowej scenie Greenwich Village, obejmuje Boba Dylana, Tima Hardina, The Holy Modal Rounders, Jose Feliciano, Richie Havens, Freda Neila i oczywiście Karen Dalton. Większość z nich często grała w klubach i teatrach. Inni, jak Karen Dalton, robili to tylko w kawiarniach, w zamian za „przekazywanie kapelusza” klientom po każdym przedstawieniu.

Karen Dalton nigdy nie miała ambicji „kariery” muzycznej. Co więcej, zaprzeczyła przemysłowi muzycznemu, który zamienia muzykę popularną w zwykły protokół do przenoszenia pieniędzy. Z dystansu, jaki daje czas, twórczość Karen Dalton może być postrzegana jako pozostałość po czasach, gdy folk był czymś więcej niż tylko stylem muzycznym. Urodzona na wsi w Oklahomie, z czirokee i irlandzkimi korzeniami, Karen Dalton dorastała w skromnym środowisku, w którym muzyka była językiem wyuczonym w rodzinie, stworzonym z popularnej mądrości i przekazywanej z pokolenia na pokolenie, aby wyrazić niewypowiedziane, jak miłość czy ból. Muzyka była dla Karen Dalton językiem do przekazywania abstrakcji, spraw duszy. Postawiła sobie za zadanie muzyczną interpretację w przekazywaniu tej popularnej sztuki twarzą w twarz, w możliwie najbardziej osobisty i uczciwy sposób. Tym samym, mimo że była jedną z najbardziej wyjątkowych postaci na folkowej scenie Greenwich Village, przez lata opierała się nagraniu albumu, pomimo prób jej kolegi, odkrywcy i przyjaciela Freda Neila, który próbował ją do tego przekonać. Podobnie zrobił Nik Venet, producent wykonawczy Capitol Records i od lat fan Karen Dalton. Venet miał zabrać ją do studia nawet cztery razy, ale w ten czy inny sposób zawsze odrzucała każdą ofertę. Aż wreszcie im się udało (nie bez sztuczek), że Karen Dalton nagrała kilka piosenek podczas jednej nocy w studiu Capitol. Te motywy utworzyły jej album It's So Hard To Tell Who's Love You The Best (1969).

Debiut Karen Dalton jest owocem jednej nocnej sesji studyjnej. Zbiór dziesięciu piosenek nagranych na żywo z basistą Harveyem Brooksem i gitarzystą Danem Hankinem. Jest to produkcja referencyjna, minimalna (jest tylko kilka overdubów), mająca na celu uchwycenie wyjątkowej osobowości Karen Dalton i zachowanie jej dla potomności. Album daje tym samym możliwość wyraźnego usłyszenia jej potężnego i  wyjątkowego głosu, obdarzonego idealnym tonem i wyczuciem dla bluesa. It's So Hard To Tell Who's Going To Love You The Best jest wolno poruszającym się albumem. Karen Dalton charakteryzowała się zrelaksowanym poczuciem rytmu,  jej brak pośpiechu podczas śpiewania i grania na banjo i dwunastostrunowej gitarze. Ponieważ śpiewała tylko o rzeczach, których wyrażenie wymaga czasu – jak ból. W rzeczywistości, to jest album o bólu, kronika życia otoczonego bólem i w poszukiwaniu jakiegoś szczęścia, towarzystwa i zrozumienia. W poszukiwaniu miłości. Krótko mówiąc, jest to album melancholijny. Ale jest też niezwykle budujący, podobnie jak wszystkie te prace artystyczne, które starają się przekazać innym wszystko, czego nie można powiedzieć słowami. Zawiera również wysublimowane reinterpretacje tradycyjnych utworów (jak „Ribbon Bow”, piosenka o pragnieniu ucieczki z wiejskiej biedy) oraz kilka naprawdę imponujących piosenek country-blues, takich jak "Little Bit of Rain”, "Blues on The Ceiling” (oba reinterpretacje oryginału autorstwa jej przyjaciela Freda Neila) oraz "Down on the Street”, bardzo osobista adaptacja utworu Leadbelly. To muzyka dla ciekawych ponad miarę i dla płonących serc.

Zabłocie, 14.11.20

sobota, 7 listopada 2020

Laura Nyro - More Than A New Discovery ( aka The First Songs)

 

    More Than A New Discovery (1967), debiut Laury Nyro, nagrany, gdy miała zaledwie 18 lat, jest albumem pionierskim pod wieloma względami. W branży nagraniowej połowy lat sześćdziesiątych istniała wyraźna przepaść między solistami (performers) a autorami tekstów (songwriters). Młoda piosenkarka rzadko pisała własne piosenki. Jednak More Than A New Discovery był albumem nastolatki, która okazała się wspaniałą artystką, kompozytorką i performerką, która miała także nowy i naturalny styl, w którym mieszała różnorodne wpływy (jazz, pop, rock'n ' roll, gospel, soul). Od początku Laura Nyro była we wszystkim przedwcześnie rozwiniętą artystką. Muzycznie posiadła twórczy nurt, który przeciwstawiał się muzycznym kanonom swoich czasów. Jako piosenkarka miała potężny głos o operowym charakterze, bardziej typowym dla dojrzałej kobiety. Jako autorka tekstów, w swoich piosenkach ujawniała nieodpowiednie motywy i uczucia nastolatki, która ma niewielkie doświadczenie życiowe.
    Laura Nyro nagrała More Than A New Discovery w Bell Sound Studios w Nowym Jorku z producentem Miltonem Okunem. Album był wyzwaniem dla nich obojga, a także dla doświadczonego aranżera Herba Bernsteina. Okun i Bernstein wiedzieli, że trzymają nieoszlifowany diament. Laura Nyro była jak na swój czas zaawansowaną autorką tekstów, a w 1965 roku przemysł muzyczny nie był przygotowany na taką osobowość jak ona. Była bardzo biegła w pisaniu piosenek z niezwykłą progresją akordów i niekonwencjonalnymi wzorami rytmicznymi. Świadomi naturalnego talentu artysty, Okun i Bernstein zrobili wszystko, co w ich mocy, aby skierować ten strumień kreatywności w stronę trzyminutowego formatu piosenki pop, tak aby się sprzedał. Sądząc po wyniku, zarówno Okun, jak i Bernstein wykonali świetną robotę, konstruując i przekształcając przełomowe melodie Laury Nyro w utwory, które mogłyby zostać przyswojone przez potencjalną publiczność ich czasów. W rzeczywistości nagranie More Than A New Discovery było trudnym procesem inicjacji dla Laura Nyro, nie bez konfliktów i tw More Than A New Discovery órczych walk; ale także dla samych Milton Okun i Herb Bernstein. Z pewnością wszyscy - Nyro, Okun, Bernstein - od tamtego czasu widzieli muzykę popularną innymi oczami.
    Bez wątpienia rezultatem tego studyjnego doświadczenia była wyrafinowana i ujmująca płyta soul-jazz, wypełniona piosenkami o promiennej urodzie (singiel "Wedding Bell Blues”, "Stoney End”, "Goodbye Joe”). Album przeplata miłe chwile pełne klasycznynych standardów ("Billy's Blues”, jazzowy "He's a Runner”) z eksplozjami młodzieńczej euforii, jak i radosnym świętowaniem pijaństwa zatytułowanym "Blowing Away”. Albo nadzwyczajne "And When I Die”, oda do optymizmu w przyszłości i akceptacji cyklicznych warunków życia. Słuchając More Than A New Discovery, aż trudno uwierzyć, że to właściwie niskobudżetowy album nagrany na 4 utwory. Herb Bernstein zaaranżował szeroki wybór najlepszych nowojorskich muzyków studyjnych wokół Laury Nyro, w tym Toots’a Thielmann’a, gitarzystę Bucky Pizzarelli, basistę Lou Mauro i dziewczęce trio The Hi Fashions. Z tą obsadą Bernstein zaaranżował album ze skrupulatną starannością złotnika, nadając mu zasłużoną powagę. More Than A New Discovery nie było bestsellerem (ponieważ wytwórnia Verve Folkways nie wiedziała, jak to sprzedać), ale było arcydziełem dla potomnych. Pomimo kłótni w studiu i nie pozwalania jej grać na pianinie na płycie, Laura Nyro musiała być w końcu wdzięczna Herbowi Bernsteinowi. Kiedy zobaczyli się po latach, za kulisami, w klubie Bottom Line w Nowym Jorku po występie, mówią, że pocałowała go w palce.

Zabłocie, 07.11.20