niedziela, 7 marca 2021

Aretha Franklin – Spirit In The Dark

 

Pod koniec lat sześćdziesiątych Aretha Franklin przeszła burzliwy okres. Około 1969 roku, po kilku kryzysach małżeńskich, rozwiodła się z Tedem White'em. To pogrążyło ją w depresji. Ponadto przez pewien czas cierpiała na ciągły stan niepokoju, spowodowany wymaganiami zbyt napiętego grafiku oraz brakiem prywatności kojarzonym ze sławą. Tak więc przez kilka miesięcy, między 1969 a 1970 rokiem, Aretha Franklin odwołała zaręczyny, ukryła się przed mediami i przeprowadziła introspekcję. Rezultatem tego wspomnienia byłyby dwa najbardziej osobiste albumy w całej jej karierze, oba wydane w 1970 roku: znakomity This Girl's in Love with You i arcydzieło Spirit In The Dark.

          W Spirit In The Dark można usłyszeć odnowioną i wyzwoloną Arethę Franklin, śpiewającą i grającą na pianinie jak za jej najlepszych dni, gotową przewrócić stronę i przejąć kontrolę nad swoją karierą. W rzeczywistości album zawiera pięć piosenek napisanych przez nią (więcej niż zwykle w jej dyskografii), wśród nich przepiękny "You and Me”, słynny "Try Matty's” i klasyczny "Spirit in the Dark”. I choć jest to płyta, która wyszła z kryzysu spowodowanego rozstaniem, to dominują na niej upbeats grane z radością i świeżością. Tak więc piosenki takie jak "Don't Play That Song”, "When the Battle Is Over” czy "Honest I Do” (autorstwa Jimmy'ego Reeda) budzą optymizm w obliczu przeciwności. Producenci Jerry Wexler, Tom Dowd i Arif Mardin uzyskali codzienny, żywy i uwodzicielski dźwięk. Nagrany głównie w Criteria Studios w Miami na Florydzie, z maksymalnie czterema różnymi zespołami (w szczególności The Dixie Flyers i The Muscle Shoals Rhythm Section), Spirit In The Dark brzmi solidnie i spójnie, jak dźwięczny i nieskazitelny album od początku do końca. Nie będąc wielkim sukcesem komercyjnym, stanowi jeden ze szczytów kariery Arethy Franklin i jest zakończeniem wspaniałej dekady.

Zabłocie 07.03.21

niedziela, 28 lutego 2021

Carole King – Tapestry

Tapestry (1971), drugi album Carole King, to arcydzieło, monumentalny album, który do dziś, pół wieku po wydaniu, wciąż przyciąga nowych odbiorców. Tapestry to także dzieło o ogromnym znaczeniu w ewolucji muzyki popularnej. Z pewnością świadczyło to o zaniku tradycyjnej dychotomii między wykonawcami (singers) i kompozytorami (songwriters), ustalonej od początku istnienia branży fonograficznej. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wielcy wokaliści popowi rzadko pisali piosenki, które śpiewali. Pisanie piosenek było w rękach zespołów kompozytorów i wydawców muzycznych. Właśnie w latach sześćdziesiątych Carole King była postacią odniesienia w tym aspekcie. Tandem, który założyła z mężem Gerry'm Goffinem był jednym z najbardziej utytułowanych i podziwianych duetów kompozytorskich w muzyce popularnej, i wspólnie napisali liczne hity takich artystów jak Dusty Springfield, The Drifters, Aretha Franklin czy The Monkees. W latach sześćdziesiątych podział na autorów piosenek i piosenkarzy był fragmentaryczny wraz z pojawieniem się rewolucyjnych postaci, takich jak Bob Dylan, który złamał estetyczne kanony na obu poziomach, zarówno w piśmie, jak i spiewie. Ale pomimo pojawienia się nowych wokalistek, które zaśpiewały swój własny materiał, takich jak Laura Nyro, Janis Ian czy Joni Mitchell, pod koniec lat sześćdziesiątych wydawało się, że podział pozostał wciąż dla śpiewających kobiet, przynajmniej na poziomie głównego nurtu.

To Carole King, z ogromnym sukcesem krytycznym i publicznym Tapestry, dowiodła na początku lat 70. przestarzałości tego podziału, także dla artystek. Carole King udowodniła, że ​​kobieta może śpiewać własne piosenki bez konieczności bycia geniuszem technicznym wokalu czy siłą natury. Pokazała również, że można połączyć się z ogromną publicznością bez konieczności bycia divą. Wręcz przeciwnie: wartość Tapestry polega na tym, że Carole King przedstawia się taką, jaka jest, i wyraża się z całkowitą prostotą i szczerością. Jej głos nie epatuje. To raczej miękki głos, który budzi bliskość i czułość.

Szczery i intymny ton albumu jest tez wynikiem pracy producenta Lou Adlera (który od tego czasu stał się stałym współpracownikiem Carole King) i doświadczonego inżyniera Hanka Cicalo, który osiągnął krystalicznie czysty dźwięk. Bardzo subtelny projekt produkcji sprawia, że utwory brzmią naturalną elegancją. Na uwagę zasługuje także liczna obsada muzyków towarzyszących, wśród których są między innymi wierny James Taylor, Joni Mitchell (wykonujący kilka chórków), Curtis Amy, David Campbell i gitarzysta Daniel Kortchmar. Ich muzyczny dialog z Carole King tworzy spokojną atmosferę, pod którą kryje się wielka emocjonalna intensywność i braterska serdeczność.

Zabłocie, 28.02.21

 

niedziela, 21 lutego 2021

Compulsive Gamblers – Gambling Days Are Over

Powstali na początku lat dziewięćdziesiątych w Memphis w stanie Tennessee. Compulsive Gamblers byli potężnym garażowym zespołem rockowym, który wyróżniał się mrocznym, surowym i pierwotnym brzmieniem. W swoim pierwszym okresie grupa istniała zaledwie dwa lata, w latach 1991-1993. I choć nie wyszła poza undergroundową scenę Memphis, później zyskała status międzynarodowego zespołu kultowego, gdyż był to pierwszy "poważny" projekt Grega Cartwrighta i Jacka Yarbera, przyszli założyciele grupy Oblivians i niestrudzeni agitatorzy amerykańskiego rock'n'rolla przez ostatnie trzy dekady. Compulsive Gamblers to grupa wściekłych młodych punk rockowców, którzy w swoich piosenkach czerpali inspirację z takich tematów, jak degeneracja fizyczna i moralna, uzależnienie i śmierć. W przeciwieństwie do większości zespołów garażowych swoich czasów (w tym nawet Oblivians), Compulsive Gamblers byli dość eklektyczni. Stylistycznie łączyli różnorodne muzyczne wpływy - r&b, country rock, punk, blues rock, soul - w naelektryzowanej, agresywnej i momentami nieprzewidywalnej syntezie. Pomimo pierwotnego ducha, brzmienie zespołu nie było pozbawione niuansów. Dzikim i zniekształconym gitarom Cartwrighta i Yarbera towarzyszyły skrzypce Grega Easterly'ego i klawiatura Phillipa Tubba, co nadawało grupie tony od ciemności do nawiedzania i tworzyło atmosferę w połowie drogi między thrillerem psychologicznym a powieścią kryminalną.

Podczas swojego pierwszego krótkiego okresu wydali dwie EPki po cztery piosenki każda - Joker i Church Goin', obie w 1992 roku - oraz singiel "Good Time”. Dzięki tej krótkiej dyskografii zdobyli małą publiczność w rodzinnym Memphis. Joker i Church Goin' są to nagrania domowe, wyprodukowane w mieszkaniu klawiszowca Phillipa Tubba. Sam Tubb prowadził prymitywne sesje nagraniowe i wykazał się wielką umiejętnością w sztuce przekształcania konieczności w cnotę. Naprawdę wiedział, jak wykorzystać rejestrator czterościeżkowy. To intensywne rockowe płyty nagrane w lo-fi, które oddają specyfikę grupy w całej jej surowości, z ostrym brzmieniem - bardzo spójnym z ogólnym posępnym tonem piosenek. Z drugiej strony, singiel "Good Time” został nagrany w Easley Studios w Memphis w bardziej profesjonalny sposób. Dźwięk jest wyraźniejszy, co nie umniejsza osobowości dzieła.

W 1995 roku wytwórnia Sympathy For The Record Industry wydała album Gambling Days Are Over (1995), który zawiera wszystkie piosenki nagrane przez grupę w jej pierwszym okresie. W ten sposób do już opublikowanego materiału dodano 10 wcześniej niepublikowanych piosenek, odrzutów z trzech sesji. Lista utworów na albumie jest ułożona w ścisłej kolejności chronologicznej. Zmniejsza to spójność i wpływa na sens całości pracy jako jedności (odbierane jest bardziej jak kompilacja niż sam album). W zamian pozwala docenić progres stylistyczny zespołu, przerwany w rozwoju i w procesie profesjonalizacji. W każdym razie, Gambling Days Are Over to wspaniały rekord, zawierający wczesne osiągnięcia Grega Cartwrighta i Jacka Yarbera jako kompozytorów ("Gamblin ’Days Are Over”, "Mind in the Gutter”, "Quit This Town”). Gambling Days Are Over oferuje godzinę głośnej i ekscytującej muzyki. Piosenki o przestępcach, pijakach ("Name a Drink After You”), ludziach wyobcowanych przez ciągłą frustrację swoich pragnień ("Sour and Vicious Man”, "I See You Everywhere”) lub na krawędzi psychotycznej przerwy ("Two Wrongs Don’t Make a Right”, "Scaring Myself”). Piosenki o ludziach, którzy dotknęli dna, ścigani przez ich wewnętrzne demony i którzy nie mogą odzyskać kontroli nad swoim życiem w środowisku jeszcze bardziej wadliwym niż ich własna psychika.

Zablocie 21.02.21






niedziela, 14 lutego 2021

Dan Penn – Nobody’s Fool

Dan Penn, wszechstronnie utalentowany muzyk studyjny, producent i autor tekstów, był kluczową postacią w rozwoju Memphis Sound od połowy lat 60. Pisał hity dla Jamesa Carra i Arethy Franklin. I oczywiście był mózgiem stojącym za The Box Tops. Nobody’s Fool (1973) był jego debiutem solowym. Nagrany w Memphis z wybraną grupą muzyków (między innymi Spooner Oldham i Jay Spell), Nobody’s Fool to płyta chroniona nazwą pochodzenia, dzięki której Dan Penn został uznany za wielkiego piosenkarza. NIe mogłoby być inaczej - płyta jest pełna dobrych piosenek. Jak cudowny "Raining in Memphis” z pięknym i delikatnym akompaniamentem smyczków i instrumentów dętych. Albo funky "If Love Was Money” i jego nieodparty rytm. Inne wzniosłe momenty to melancholijny "Time”, w którym obecność Dana Penna jako wokalisty wyróżnia się barytonowym głosem; i "Nobody’s Fool”, napisane wspólnie z Bobbym Emmonsem. Jest też świetny półmetek z country-soul "I Hate You”, opowiadający o wewnętrznym konflikcie porzuconego kochanka, który nie jest w stanie uwolnić swojej urazy. Kilka lat później Bobby Blue Bland zaśpiewał tę piosenkę. Album zawiera dwa antyrasistowskie zarzuty: "Prayer for Peace” i spoken word "Skin”, którym album się kończy. W "Skin” Dan Penn wyraża swoje niezrozumienie uprzedzeń rasowych, które nękały amerykańskie społeczeństwo w latach siedemdziesiątych. Jako biały człowiek umiejscowiony w samym sercu southern soul, Penn nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego atmosfera wspólnoty i braterstwa sceny muzycznej między ludźmi o różnym kolorze skóry nie może zostać rozszerzona na całe społeczeństwo. Jest rzeczą oczywistą, że jest to nadal aktualna kwestia, a konflikt rasowy, pokonany w muzyce popularnej ponad pół wieku temu, pozostaje otwartą raną w społeczeństwie amerykańskim i reszcie świata. To przypomina o sile muzyki jako przestrzeni tolerancji i uniwersalnego języka.

Zabłocie, 14.02.21

niedziela, 7 lutego 2021

Champion Jack Dupree – Natural & Soulful Blues

               Champion Jack's Natural & Soulful Blues (1960), drugi album Champion Jack Dupree, był przełomem w życiu i twórczości jego autora. Dupree nagrał album w Londynie w 1959 roku, podczas swojej pierwszej europejskiej trasy koncertowej, gdzie oprócz Wielkiej Brytanii odwiedził Francję, Niemcy i inne kraje. To pierwsze europejskie doświadczenie było bardzo odkrywcze dla bluesmana. Pod koniec lat 50-tych xx wieku na Starym Kontynencie panowała już miłość do jazzu i bluesa, i ogólnie rzecz biorąc, został on tu ciepło przyjęty. W tym czasie Champion Jack Dupree był już międzynarodową eminencją po 1955 za sprawą hitu "Walking the Blues" i ikonicznego albumu Blues From The Gutter (1958).

Wyprodukowany przez Denisa Prestona, a przy akompaniamencie basisty Jacka Fallona i gitarzysty Alexisa Kornera, Natural & Soulful Blues to doskonałe, energiczne i ekscytujące dzieło bluesowe. W nim Champion Jack Dupree ponownie jawi się jako genialny kompozytor, który opowiada historie o nieszczęściu codziennego życia z wdziękiem i stylem ("Bad Life", "Seafood Blues"). Nie brakuje wspaniałych występów new orleans barrelhouse blues ("Rampart Street Special", "Don't Leave Me Mary"), ani innych niepozornych wstawek pełnych poczuca humoru (zabawne "Mother-in-Law Blues"), które pokazują, że bluesmanowi ciągle towarzyszyło poczucie spektaklu  - również w studio. Do momentów szczytowych albumu zalicza się również porywający hołd dla jego przyjaciela Big Bill Broonzy (wzruszający "Death of Big Bill Broonzy"); doskonała nowa wersja standardu jego compadre Leroy Carr "How Long Blues" i bardzo zmysłowy utwór instrumentalny "The Slow Drag". Album kończy się utworem napisanym przez Alexisa Kornera pod tytułem "Bad Luck Bound To Change", który byłby przepowiednią najbliższej przyszłości Champion Jacka Dupree. Zmęczony rasizmem i ubóstwem w Stanach Zjednoczonych, Dupree postanowił pozostać na stałe w Europie, stając się tym samym jednym z pierwszych bluesmanów,który wyemigrowali na Stary Kontynent.

Zabłocie, 07.02.21


 

niedziela, 31 stycznia 2021

Sunnyland Slim – Slim’s Shout

We wczesnych latach sześćdziesiątych Sunnyland Slim był ikoną na scenie bluesowej w Chicago, którą pomagał budować. Sunnyland Slim przybył do Chicago w 1942 roku, po tym, jak mieszkał w Memphis i podróżował po Stanach Zjednoczonych podczas Wielkiego Kryzysu. Sunnyland Slim, mistrz pianina, bluesa Delta i wokalista z bardzo mocnym głosem, szybko znalazł się wśród czołowych postaci chicagowskiego bluesa, zwłaszcza wśród południowej publiczności, ludzi, którzy tak jak on przyjechali do Chicago podczas Wielkiej Migracji. Sunnyland Slim wykorzystał swoją wczesną popularność do umocnienia sceny, współpracując ze stacjami radiowymi i promując innych muzyków. Na przykład on umożliwił pierwsze sesje w studio Muddy Waters. W studiu był bardzo płodny przez całą swoją karierę, zarówno jako sideman, jak i solo. W latach 50. i 60.  on był bardzo rozchwytywany jako towarzysz nagrań i można go usłyszeć w utworach większości bluesmanów z Chicago tego okresu (Big Bill Broonzy, Blind John Davis, Muddy Waters i wielu innych) oraz w wielu różnych wytwórniach płytowych. Krótko mówiąc, był bardzo szanowany wśród swoich współczesnych. Był jednym z tych osobowości, które połączyły całą społeczność bluesową Chicago w taki czy inny sposób.

            W 1960 roku wytwórnia Bluesville Records, spółka zależna Prestige Records, dała Sunnyland Slim szansę nagrania albumu, który oddałby znaczenie jego osoby. W tym celu wytwórnia płytowa zarezerwowała sesję w studiu Van Gelder w New Jersey z producentem Ozzie Cadenem, w towarzystwie saksofonisty Kinga Curtisa, klawiszowca Roberta Banksa oraz sekcji rytmicznej utworzonej przez Leonarda Gaskina i Beltona Evansa. Z tej sesji narodził się mistrzowski Slim’s Shout (1961). Nienaganna kolekcja utworów, z których niektóre były już standardami lub były na dobrej drodze ("Baby How Long”, "The Devil Is a Busy Man”). Zespół brzmi solidnie i jest w szczytowej formie, zapewniając zrównoważony akompaniament ciepłemu barytonowemu głosowi Sunnyland Slim. King Curtis i Robert Banks dodają kolorystykę do piosenek i oferują genialne momenty (ten dialog między organami i fortepianem w "I'm Prison Bound”; potężne saksofonowe solówki "Brownskin Woman” i "Sunnyland Special”). W Slim’s Shout, Sunnyland Slim reprezentuje najlepszą tradycję bluesa Delta, której był spadkobiercą i reprezentantem. Jak w tym szalonym barrelhouse blues, jakim jest ekscytujący "Slim’s Shout”, przywoływanie haniebnych środowisk, w których rozpoczynał swoją muzyczną karierę. Album przeplata utwory o wielkiej zmysłowości ("Brownskin Woman", "Shake It"), z momentami intensywnego liryzmu. Wyróżnia się ekscytujący "Decoration Day”, piękna ballada poświęcona jego żonie, która zmarła na kilka miesięcy przed nagraniem albumu. Jak na każdym dobrym i docenianym albumie bluesowym, tak w Slim’s Shout powtarzają się piosenki o nieszczęściach życia i pokucie za grzechy przeszłości. Ale tutaj, podobnie jak we wszystkich pracach Sunnyland Slim, zawsze prowadzi do zbawienia. Jak przystało na czułe i dobre serce.

Zabłocie, 31.01.21


wtorek, 26 stycznia 2021

Brian Lopez – Static Noise


Static Noise (2014), drugi album Briana Lopeza, brzmi znacznie bardziej spójnie niż jego poprzednik Ultra (2011). Produkcja jest bardziej jednorodna i zgodna, co daje uczucie jednolitości albumu, pomimo stylistycznego eklektyzmu. Z pewnością w Static Noise Brian Lopez ponownie łączy w sobie wiele stylów i tradycji muzycznych, tworząc marzycielskie klimaty i sugestywne melodie. Tak więc wraz z elektrycznymi popowymi utworami, takimi jak "Modern Man", istnieje rytualne wezwanie do korzeni "When I Was A Mountain", energetyczna wersja The Zombies ("She's Not There"), a nawet czar humoru ("Crossfire Cries"). Tę szerokość stylów oraz różne nastroje można znaleźć nawet w jednej piosence, gdzie przeplatają się z pozorną naturalnością. Podobnie jak w początkowym "Mercury In Retrograde", pokazie umiejętności, który zaczyna się wybuchowo i ewoluuje, przechodząc w delikatny koniec z zadziwiającą płynnością. Brian Lopez poprawił się jako piosenkarz i autor tekstów na przestrzeni lat. Jak pokazano w "Persephone", na mój gust jednej z najpiękniejszych ballad ostatniej dekady. Static Noise to album skomponowany i wyprodukowany spokojnie i starannie, ozdobiony pięknymi aranżacjami smyczkowymi i dużymi akompaniamentami chóralnymi. Świetny i szczegółowy dźwięk, dla piosenki zasadniczo introspektywne, delikatnej intymności, napisany przez kogoś, kto szuka inspiracji na ziemi, w mitologii i w gwiazdach.

Zabłocie, 26.01.21


sobota, 23 stycznia 2021

Robert Pete Williams – Free Again

 

Robert Pete Williams był niezrównaną postacią Louisiana Blues swoich czasów. Na jego styl większy wpływ miał pierwotny country blues, tradycyjny folklor, niż twórczość jego bezpośrednich pokoleniowych poprzedników. Jego sposób gry na gitarze charakteryzował się wysokim stopniem improwizacji i spontaniczności, luźne rytmy i często nietypowe strojenie. Jego osobliwy sposób gry na gitarze stanowił kontrapunkt dla jego potężnego głosu, oscylującego między śpiewem a mową. Muzykę Roberta Pete'a Williamsa można odbierać jako dialog między gitarą a głosem. Dialog zarówno osobisty, jak i zakorzeniony w południowej tradycji, w której bluesman interpretował utwory z silnym charakternym autobiograficznym.

Tak jak w przypadku innych bluesmanów z czasów segregacji, muzyki Roberta Pete'a Williamsa nie można oddzielić od jego życia. Williams urodził się w biednej rodzinie w Luizjanie. Dzieciństwo i młodość spędził na plantacji zbierając bawełnę i cukier. W wieku 20 lat nauczył się grać na gitarze. Był samoukiem. Od połowy lat 30. do 50. występował w barach i na imprezach, choć nie profesjonalnie. W połowie lat pięćdziesiątych został skazany na dożywocie w Angola Prison Farm (gdzie obecny był także Leadbelly) za zabicie człowieka, chociaż Williams zawsze twierdził, że było to w obronie własnej. Kilka lat później został on odkryty przez etnomuzykologów Harry'ego Ostera i Richarda Allena na Angola Prison Farm, gdzie prowadzili badania terenowe. Świadomy wartości odkrycia, Harry Oster włączył Roberta Pete'a Williamsa do albumu zbiorowego Angola Prisoners' Blues, który wydał we własnej wytwórni Folk-Lyric w 1959 roku. W tym samym roku wydał również w Folk-Lyric Those Prison Blues (1959), pierwszy solowy album Williamsa. Oster i Allen poprosili władze o przebaczenie dla bluesmana. Ich nalegania zostały wysłuchane i Robert Pete Williams został zwolniony z więzienia w grudniu 1959 r. ale na zasadzie zwolnienia warunkowego, w zamian za pracę w wymiarze 80 godzin w tygodniu na farmie w Luizjanie przez pięć lat. To właśnie podczas tego warunkowego zwolnienia Robert Pete Williams wydał Free Again (1961) dla Bluesville Records, swój debiut w kręgu komercyjnym, a także arcydzieło, dzięki któremu stał się znany.

Free Again to bardzo osobiste, dynamiczne wariacje na temat tradycyjnych tematów, za pomocą których Robert Pete Williams z zadziwiającą szczerością wyraża swoje obawy, aspiracje, troski tęsknoty i cierpienie. Chociaż album rejestruje cierpienie czarnych na plantacji („Hobo Worried Blues”), przeważa indywidualne doświadczenie Williamsa. To z jego osobistego doświadczenia wynika, że ​​niektóre utwory brzmią jak spowiedź. Najbardziej znanym jest "I’ve Grown So Ugly”, utwór o upadku fizycznym i moralnym. Ale jest też ogromna litania izolacji "A Thousand Miles From Nowhere”. Jednak moimi ulubionymi utworami są piosenki o ostatecznym odkupieniu (duchowe "Two Wings”) i pragnienie ucieczki od opresyjnej rzeczywistości ("Rolling Stone”, "Thumbing a Ride”). I, oczywiście, otwierająca piosenka "Free Again”, najwyższa pochwała małych chwil ulgi i wolności, krótkie rozejmy w rutynowym półniewolnictwie, który oznaczał okres próbny dla bluesmana. Właściwie cały album jest próbką możliwości muzyki jako języka do wyrażania tego, co konieczne, jako schronienia i głoszenia wewnętrznej wolności człowieka, nawet w najgorszych okolicznościach.

Zabłocie, 23.01.21


sobota, 16 stycznia 2021

Dusty Springfield – Dusty In Memphis

W 1967 roku Dusty Springfield podpisała kontrakt z Atlantic Records – wytwórnią płytowa Arethy Franklin, Otisa Reddinga i wielu innych gwiazd soul – na rynku północnoamerykańskim. Atlantic zaproponował Dusty, aby nadać jej stylowi zwrot i nagrać album z Memphis Sound. Okazja wydawała się nieunikniona. Po osiągnięciach takich jak Stay Awhile /I Only Want to Be with You (1964) i The Look of Love (1967) i będąc przez lata katalizatorem muzyki soul w Wielkiej Brytanii, nagranie albumu Southern Soul było kolejnym krokiem w jej karierze. W 1968 roku udała się do Memphis, aby nagrać płytę w legendarnym American Sound Studio z producentami Ahmet’em Ertegun’em i Jerry'm Wexler’em, inżynierem dźwięku Tom’em Dowd’em, aranżerem Arif’em Mardin’em i najlepszymi muzykami studyjnymi Memphis. Mówią, że podczas sesji nagraniowych Dusty czuła się podporządkowa temu kultowemu miejscu i otoczona ludźmi, którzy byli legendami muzyki soul. W rzeczywistości była niezadowolona z jej głosu w niektórych piosenkach, które później ponownie nagrała w Nowym Jorku. W każdym razie, efekt końcowy całego doświadczenia, Dusty In Memphis (1969), jest ponadczasowym klasykiem.

Z pewnością w Dusty In Memphis możemy podziwiać Dusty Springfield w nowej palecie kolorów, z dźwiękiem dalekim od spectoriańskiego stylu jej poprzednich albumów. Tutaj piękny akompaniament muzyczny, z sekcją dętą, klawiszami i chórami żeńskimi, nadaje ton; a głos zajmuje centralną część przestrzeni. Dusty Springfield po raz kolejny udowodniła, że jest piosenkarką o wyjątkowym głosie, o dużej wszechstronności i technice. Jest wykonawcą zdolna do nadania nowych znaczeń i wielu niuansów już niezwykłemu repertuarowi. Dusty In Memphis zawiera między innymi hit "Son of a Preacher Man "; piękny "So Much Love", podpisany przez Gerry Goffin i Carole King; lub sugestywne "Breakfast in Bed". Piosenki o miłości i złamanym sercu we współczesnym świecie, o uciekających stereotypach i konwencjach społecznych. Jak nieodparte upbeat "Don't Forget About Me". I, oczywiście, wciągająca "I Don't Want to Hear It Anymore" napisana przez Randy Newman, piosenka o upokorzeniu odczuwanym przez złamane serce.

Pomimo komercyjnego sukcesu singla “Son of a Preacher Man”, Dusty In Memphis nie był bestsellerem. W 1969 roku taki album narodził się pod prąd, jak to często bywa z twórczością zrodzoną dla potomności. Ze względu na swoją produkcję i jakość interpretacyjną, Dusty In Memphis jest przełomem w kanonie piękna Memphis Sound i poważnym pretendentem do najlepszego albumu pop-soul wszechczasów.

Zablocie, 16.01.21

sobota, 9 stycznia 2021

Bukka White - Mississippi Blues Vol. 1

Bukka White był ostatnim przedstawicielem złotego wieku Delta blues, bezpośrednim następcą takich postaci jak Charley Patton, Skip James lub Robert Johnson. Wspaniały wokalista i niezwykły gitarzysta, cieszył się dużą popularnością w latach 30. i wczesnych 40. XX wieku, zwłaszcza po przeboju “Shake 'Em On Down”, nagranym w Chicago w 1937 roku. Przez przypadek losu, wzrost jego popularności zbiegł się z jego osadzeniem w Missisipi State Prison (w budzącym grozę Parchman Farm). Było to w 1938 roku, a za kratki trafił za zastrzelenie człowieka. Jednak jego pobyt w więzieniu był pozytywny. Tam jego prestiż jako muzyka sprawił, że był szanowany zarówno przez strażników, jak i innych więźniów, a tym samym unikał najcięższych prac. Został zwolniony po dwóch latach dzięki namowom przedstawicieli dawnej American Record Corporation. Wytwórnia płytowa chętnie wznawiała i rozszerzała komercyjny rozmach autora “Shake 'Em On Down”. Tak więc Bukka White powrócił do Chicago na sesję studyjną, podczas której nagrał kilka piosenek wydanych w 1940 roku. Wśród tych piosenek znajdują się słynne “Parchman Farm Blues” i “Fixin 'To Die Blues”, a także imponujący “Strange Place Blues”. W latach 1942-1944 Bukka White był w wojsku, a po drugiej wojnie światowej nadal tworzył muzykę, ale jego obecność zniknęła z wielkiej sceny. Wiadomo, że mieszkał w Memphis, Chicago i Baltimore oraz że wrócił do Memphis, gdzie mieszkał łącząc występy na imprezach i w małych klubach  z pracą dzienną, aby zarobić na życie.

Pod koniec lat pięćdziesiątych Bukka White był postacią zapomnianą przez ogół społeczeństwa w Stanach Zjednoczonych. Został ponownie odkryty przez pierwszych hippisów i amerykański ruch ludowy wczesnych lat 60. W rzeczywistości Bob Dylan umieścił okładkę “Fixin 'To Die Blues” na swoim debiutanckim albumie z 1962 r. W obliczu ponownego zainteresowania Bukka White, John Fahey i Ed Denson z Takoma Records postanowili go odnaleźć i przekonać do nagrania albumu dla swojej wytwórni. Znaleźli go w Memphis, pracującego na pół etatu w fabryce czołgów, nieświadomego zainteresowania, jakie wzbudzała jego postać. I przyjął ofertę.

Powstały z sesji Bukka White dla Takoma Records to Mississippi Blues Vol. 1 (1964), dzieło o wielkiej wartości artystycznej i historycznej z wielu powodów. Było to pierwsze nagranie studyjne Bukka White od ponad 20 lat. Był to także jego debiutancki album i dlaczego by tego nie powiedzieć, jego pierwsza tłoczona płyta winylowa. Ale przede wszystkim był to album, który pomógł mu dać się poznać nowym pokoleniom. Nawiasem mówiąc, Mississippi Blues Vol. 1 służyło również jako książka stylów dla Takoma Records, młodej wytwórni płytowej prowadzonej przez tandem John Fahey / Ed Denson, z dobrym nosem muzycznym i zamiłowaniem do najbardziej prymitywnych dźwięków. Album wyprodukował sam John Fahey, z zamiarem nagrania piosenek, które mają być wykonywane na żywo w możliwie najbardziej przejrzysty sposób. Piosenki zasadniczo płynne, podatne na ciągłe zmiany w zależności od kontekstu lub nastroju ich interpretatora. A prawda jest taka, że ​​Mississippi Blues Vol. 1 oddaje z surowością i wiernością osobliwość muzyka, który rozumiał blues jako komunikację intymną i nadał swojej muzyce jakość wyznania. Utwory takie jak “Parchman Farm Blues” (wersja “Where Can I Change My Clothes” z 1940 r.), “New Orleans Streamline” czy "The Atlanta Special” opowiadają bardzo prawdziwe historie i zawierają małe fragmenty życia ich autora. W tych piosenkach są więzienie, armia (“Army Blues”), jego nauczyciel muzyki Charley Patton (ta ujmująca historia zatytułowana “Remembrance of Charlie Patton”), nieobecność, rodzina. Styl Bukka White był również bardzo osobisty. Jego sposób gry na gitarze opierał się na tradycyjnej rytmicznej podstawie bluesmanów z Mississippi, ale łączył go z finger-picking, slides, elementami perkusyjnymi i niekonwencjonalnymi strojami. Dzięki tym wszystkim elementom, Bukka White osiągał jego charakterystyczny i brudny dźwięk, który Mississippi Blues Vol.1 oddaje z wielką klarownością i zachowuje dla potomności.

Zabłocie, 09.01.21