niedziela, 21 marca 2021

PJ Harvey - To Bring You My Love

W To Bring You My Love (1995) PJ Harvey odróżniała się tematycznie i stylistycznie od większości ówczesnego dekadenckiego alternatywnego rocka, aby urzeczywistnić własną artystyczną osobowość. W przeciwieństwie do surowego i monolitycznego gitarowego rocka Dry (1992) i Rid of Me (1993), To Bring You My Love ma głębokie i zróżnicowane brzmienie, które zostało osiągnięte we współpracy z producentami Markiem „Flood” Ellisem i Johnem Parishem; i zgodnie z piosenkami, które odnoszą się do szerokiej gamy ludzkich emocji. To album sugestywnej muzyki, o bardzo wizualnej estetyce, obsługiwanej z inteligencją i zmysłowością. W swoich piosenkach PJ Harvey łączy klasyczną mitologię i obrazy religijne, śpiewając o wielkich uniwersalnych i ponadczasowych tematach: miłości, okrutnej stronie uwodzenia, odkupienia, zbawienia. Również o destrukcyjnej naturze każdego procesu twórczego oraz o strachu i zamieszaniu, jakie wywołuje ten paradoks. W wieku 26 lat PJ Harvey dowiodła, że ​​potrafi stawić czoła strachowi i jest gotowa przesuwać granice własnego języka muzycznego. A dzięki To Bring You My Love stała się częścią tej klasy muzyków, którzy rozumieją, że podejmowanie ryzyka jest podstawowym wymogiem w ich rzemiośle.

Zabłocie, 21.03.21

niedziela, 14 marca 2021

Patti Smith Group – Easter

     W styczniu 1977 roku Patti Smith uległa wypadkowi w Tampa na Florydzie podczas koncertu trasy promującej album Radio Ethiopia (1976). W połowie przedstawienia Patti Smith spadła ze sceny i zraniła kręgosłup. Spędziła kilka miesięcy na rehabilitacji, praktycznie unieruchomiona i odurzona. W tym czasie pogodziła się ze swoimi chrześcijańskimi wierzeniami, choć w sposób osobisty i nieortodoksyjny. Skorzystała z okazji, aby rozszerzyć swoją kreatywność na nowe dyscypliny. Właśnie wtedy skończyła swój tomik poezji Babel i zaczęła wystawiać obrazy i rysunki w galeriach sztuki. 

    W tym stanie przymusowego odpoczynku miała też czas na refleksję nad stanem przemysłu muzycznego i zaplanowanie powrotu na scenę. Na początku 1977 roku bunt punkrockowy zyskał już rozgłos w mediach, ale nie udało mu się wykorzystać tego rozgłosu w celu osiągnięcia ogromnego komercyjnego sukcesu. Biorąc pod uwagę, że ruch punkowy narodził się z bardzo krótką oczekiwaną długością życia (najwyżej kilka lat), groziło mu wymarcie bez przełamania estetycznych kanonów i zmiany międzynarodowej sceny muzycznej. Patti Smith postanowiła wrócić z albumem, który okazał się hitem i był kulminacją buntu punków przeciwko stagnacji rock'n'rolla. Efektem tej próby była Easter (1978).

    Easter oznaczał okres przed i po w muzycznej karierze Patti Smith, ponieważ stał się jej żywotnym i muzycznym zmartwychwstaniem po incydencie w Tampie. Jest to niewątpliwie najsłynniejszy album w jej karierze i zawiera kilka z jej najbardziej kultowych piosenek. Wśród nich "Because the Night" jej największym komercyjnym sukcesem, piosenka napisana wspólnie z Brucem Springsteenem, w której Patti Smith śpiewa o swoim romantycznym związku z Fredem 'Sonic' Smithem. Wyprodukowany przez Jimmy'ego Iovine'a w nowojorskim studiu Record Plant, Easter to album zrobiony z wyraźnym zamiarem podburzenia, stworzony w celu wprowadzenia punka do komercyjnych stacji radiowych. Easter zaczyna się tonem wojennym ("Till Victory") i jest pełny wezwań do buntu przeciwko mimowolnemu umysłowemu letargowi społeczeństwa ("Babelogue", "Rock'n'Roll Nigger", "25th Floor", "High on Rebellion"). Wszystko to przy bardzo dopracowanej produkcji i brzmieniu łatwo dostępnym dla mainstreamowej publiczności. Album jest również pełen odniesień religijnych, zarówno chrześcijańskich i pogańskich. Po pojednaniu z chrześcijaństwem Patti Smith znalazła w Biblii nowe obrazy dla jej lirycznej symboliki, nowe źródło inspiracji, z którego piła z ekumenicznym i pełnym współczucia zapałem. W ostateczności, rewolucja zaproponowana w Easter ma charakter estetyczny, ale także duchowy.

Zabłocie, 14.03.21


 

niedziela, 7 marca 2021

Aretha Franklin – Spirit In The Dark

 

Pod koniec lat sześćdziesiątych Aretha Franklin przeszła burzliwy okres. Około 1969 roku, po kilku kryzysach małżeńskich, rozwiodła się z Tedem White'em. To pogrążyło ją w depresji. Ponadto przez pewien czas cierpiała na ciągły stan niepokoju, spowodowany wymaganiami zbyt napiętego grafiku oraz brakiem prywatności kojarzonym ze sławą. Tak więc przez kilka miesięcy, między 1969 a 1970 rokiem, Aretha Franklin odwołała zaręczyny, ukryła się przed mediami i przeprowadziła introspekcję. Rezultatem tego wspomnienia byłyby dwa najbardziej osobiste albumy w całej jej karierze, oba wydane w 1970 roku: znakomity This Girl's in Love with You i arcydzieło Spirit In The Dark.

          W Spirit In The Dark można usłyszeć odnowioną i wyzwoloną Arethę Franklin, śpiewającą i grającą na pianinie jak za jej najlepszych dni, gotową przewrócić stronę i przejąć kontrolę nad swoją karierą. W rzeczywistości album zawiera pięć piosenek napisanych przez nią (więcej niż zwykle w jej dyskografii), wśród nich przepiękny "You and Me”, słynny "Try Matty's” i klasyczny "Spirit in the Dark”. I choć jest to płyta, która wyszła z kryzysu spowodowanego rozstaniem, to dominują na niej upbeats grane z radością i świeżością. Tak więc piosenki takie jak "Don't Play That Song”, "When the Battle Is Over” czy "Honest I Do” (autorstwa Jimmy'ego Reeda) budzą optymizm w obliczu przeciwności. Producenci Jerry Wexler, Tom Dowd i Arif Mardin uzyskali codzienny, żywy i uwodzicielski dźwięk. Nagrany głównie w Criteria Studios w Miami na Florydzie, z maksymalnie czterema różnymi zespołami (w szczególności The Dixie Flyers i The Muscle Shoals Rhythm Section), Spirit In The Dark brzmi solidnie i spójnie, jak dźwięczny i nieskazitelny album od początku do końca. Nie będąc wielkim sukcesem komercyjnym, stanowi jeden ze szczytów kariery Arethy Franklin i jest zakończeniem wspaniałej dekady.

Zabłocie 07.03.21

niedziela, 28 lutego 2021

Carole King – Tapestry

Tapestry (1971), drugi album Carole King, to arcydzieło, monumentalny album, który do dziś, pół wieku po wydaniu, wciąż przyciąga nowych odbiorców. Tapestry to także dzieło o ogromnym znaczeniu w ewolucji muzyki popularnej. Z pewnością świadczyło to o zaniku tradycyjnej dychotomii między wykonawcami (singers) i kompozytorami (songwriters), ustalonej od początku istnienia branży fonograficznej. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wielcy wokaliści popowi rzadko pisali piosenki, które śpiewali. Pisanie piosenek było w rękach zespołów kompozytorów i wydawców muzycznych. Właśnie w latach sześćdziesiątych Carole King była postacią odniesienia w tym aspekcie. Tandem, który założyła z mężem Gerry'm Goffinem był jednym z najbardziej utytułowanych i podziwianych duetów kompozytorskich w muzyce popularnej, i wspólnie napisali liczne hity takich artystów jak Dusty Springfield, The Drifters, Aretha Franklin czy The Monkees. W latach sześćdziesiątych podział na autorów piosenek i piosenkarzy był fragmentaryczny wraz z pojawieniem się rewolucyjnych postaci, takich jak Bob Dylan, który złamał estetyczne kanony na obu poziomach, zarówno w piśmie, jak i spiewie. Ale pomimo pojawienia się nowych wokalistek, które zaśpiewały swój własny materiał, takich jak Laura Nyro, Janis Ian czy Joni Mitchell, pod koniec lat sześćdziesiątych wydawało się, że podział pozostał wciąż dla śpiewających kobiet, przynajmniej na poziomie głównego nurtu.

To Carole King, z ogromnym sukcesem krytycznym i publicznym Tapestry, dowiodła na początku lat 70. przestarzałości tego podziału, także dla artystek. Carole King udowodniła, że ​​kobieta może śpiewać własne piosenki bez konieczności bycia geniuszem technicznym wokalu czy siłą natury. Pokazała również, że można połączyć się z ogromną publicznością bez konieczności bycia divą. Wręcz przeciwnie: wartość Tapestry polega na tym, że Carole King przedstawia się taką, jaka jest, i wyraża się z całkowitą prostotą i szczerością. Jej głos nie epatuje. To raczej miękki głos, który budzi bliskość i czułość.

Szczery i intymny ton albumu jest tez wynikiem pracy producenta Lou Adlera (który od tego czasu stał się stałym współpracownikiem Carole King) i doświadczonego inżyniera Hanka Cicalo, który osiągnął krystalicznie czysty dźwięk. Bardzo subtelny projekt produkcji sprawia, że utwory brzmią naturalną elegancją. Na uwagę zasługuje także liczna obsada muzyków towarzyszących, wśród których są między innymi wierny James Taylor, Joni Mitchell (wykonujący kilka chórków), Curtis Amy, David Campbell i gitarzysta Daniel Kortchmar. Ich muzyczny dialog z Carole King tworzy spokojną atmosferę, pod którą kryje się wielka emocjonalna intensywność i braterska serdeczność.

Zabłocie, 28.02.21

 

niedziela, 21 lutego 2021

Compulsive Gamblers – Gambling Days Are Over

Powstali na początku lat dziewięćdziesiątych w Memphis w stanie Tennessee. Compulsive Gamblers byli potężnym garażowym zespołem rockowym, który wyróżniał się mrocznym, surowym i pierwotnym brzmieniem. W swoim pierwszym okresie grupa istniała zaledwie dwa lata, w latach 1991-1993. I choć nie wyszła poza undergroundową scenę Memphis, później zyskała status międzynarodowego zespołu kultowego, gdyż był to pierwszy "poważny" projekt Grega Cartwrighta i Jacka Yarbera, przyszli założyciele grupy Oblivians i niestrudzeni agitatorzy amerykańskiego rock'n'rolla przez ostatnie trzy dekady. Compulsive Gamblers to grupa wściekłych młodych punk rockowców, którzy w swoich piosenkach czerpali inspirację z takich tematów, jak degeneracja fizyczna i moralna, uzależnienie i śmierć. W przeciwieństwie do większości zespołów garażowych swoich czasów (w tym nawet Oblivians), Compulsive Gamblers byli dość eklektyczni. Stylistycznie łączyli różnorodne muzyczne wpływy - r&b, country rock, punk, blues rock, soul - w naelektryzowanej, agresywnej i momentami nieprzewidywalnej syntezie. Pomimo pierwotnego ducha, brzmienie zespołu nie było pozbawione niuansów. Dzikim i zniekształconym gitarom Cartwrighta i Yarbera towarzyszyły skrzypce Grega Easterly'ego i klawiatura Phillipa Tubba, co nadawało grupie tony od ciemności do nawiedzania i tworzyło atmosferę w połowie drogi między thrillerem psychologicznym a powieścią kryminalną.

Podczas swojego pierwszego krótkiego okresu wydali dwie EPki po cztery piosenki każda - Joker i Church Goin', obie w 1992 roku - oraz singiel "Good Time”. Dzięki tej krótkiej dyskografii zdobyli małą publiczność w rodzinnym Memphis. Joker i Church Goin' są to nagrania domowe, wyprodukowane w mieszkaniu klawiszowca Phillipa Tubba. Sam Tubb prowadził prymitywne sesje nagraniowe i wykazał się wielką umiejętnością w sztuce przekształcania konieczności w cnotę. Naprawdę wiedział, jak wykorzystać rejestrator czterościeżkowy. To intensywne rockowe płyty nagrane w lo-fi, które oddają specyfikę grupy w całej jej surowości, z ostrym brzmieniem - bardzo spójnym z ogólnym posępnym tonem piosenek. Z drugiej strony, singiel "Good Time” został nagrany w Easley Studios w Memphis w bardziej profesjonalny sposób. Dźwięk jest wyraźniejszy, co nie umniejsza osobowości dzieła.

W 1995 roku wytwórnia Sympathy For The Record Industry wydała album Gambling Days Are Over (1995), który zawiera wszystkie piosenki nagrane przez grupę w jej pierwszym okresie. W ten sposób do już opublikowanego materiału dodano 10 wcześniej niepublikowanych piosenek, odrzutów z trzech sesji. Lista utworów na albumie jest ułożona w ścisłej kolejności chronologicznej. Zmniejsza to spójność i wpływa na sens całości pracy jako jedności (odbierane jest bardziej jak kompilacja niż sam album). W zamian pozwala docenić progres stylistyczny zespołu, przerwany w rozwoju i w procesie profesjonalizacji. W każdym razie, Gambling Days Are Over to wspaniały rekord, zawierający wczesne osiągnięcia Grega Cartwrighta i Jacka Yarbera jako kompozytorów ("Gamblin ’Days Are Over”, "Mind in the Gutter”, "Quit This Town”). Gambling Days Are Over oferuje godzinę głośnej i ekscytującej muzyki. Piosenki o przestępcach, pijakach ("Name a Drink After You”), ludziach wyobcowanych przez ciągłą frustrację swoich pragnień ("Sour and Vicious Man”, "I See You Everywhere”) lub na krawędzi psychotycznej przerwy ("Two Wrongs Don’t Make a Right”, "Scaring Myself”). Piosenki o ludziach, którzy dotknęli dna, ścigani przez ich wewnętrzne demony i którzy nie mogą odzyskać kontroli nad swoim życiem w środowisku jeszcze bardziej wadliwym niż ich własna psychika.

Zablocie 21.02.21






niedziela, 14 lutego 2021

Dan Penn – Nobody’s Fool

Dan Penn, wszechstronnie utalentowany muzyk studyjny, producent i autor tekstów, był kluczową postacią w rozwoju Memphis Sound od połowy lat 60. Pisał hity dla Jamesa Carra i Arethy Franklin. I oczywiście był mózgiem stojącym za The Box Tops. Nobody’s Fool (1973) był jego debiutem solowym. Nagrany w Memphis z wybraną grupą muzyków (między innymi Spooner Oldham i Jay Spell), Nobody’s Fool to płyta chroniona nazwą pochodzenia, dzięki której Dan Penn został uznany za wielkiego piosenkarza. NIe mogłoby być inaczej - płyta jest pełna dobrych piosenek. Jak cudowny "Raining in Memphis” z pięknym i delikatnym akompaniamentem smyczków i instrumentów dętych. Albo funky "If Love Was Money” i jego nieodparty rytm. Inne wzniosłe momenty to melancholijny "Time”, w którym obecność Dana Penna jako wokalisty wyróżnia się barytonowym głosem; i "Nobody’s Fool”, napisane wspólnie z Bobbym Emmonsem. Jest też świetny półmetek z country-soul "I Hate You”, opowiadający o wewnętrznym konflikcie porzuconego kochanka, który nie jest w stanie uwolnić swojej urazy. Kilka lat później Bobby Blue Bland zaśpiewał tę piosenkę. Album zawiera dwa antyrasistowskie zarzuty: "Prayer for Peace” i spoken word "Skin”, którym album się kończy. W "Skin” Dan Penn wyraża swoje niezrozumienie uprzedzeń rasowych, które nękały amerykańskie społeczeństwo w latach siedemdziesiątych. Jako biały człowiek umiejscowiony w samym sercu southern soul, Penn nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego atmosfera wspólnoty i braterstwa sceny muzycznej między ludźmi o różnym kolorze skóry nie może zostać rozszerzona na całe społeczeństwo. Jest rzeczą oczywistą, że jest to nadal aktualna kwestia, a konflikt rasowy, pokonany w muzyce popularnej ponad pół wieku temu, pozostaje otwartą raną w społeczeństwie amerykańskim i reszcie świata. To przypomina o sile muzyki jako przestrzeni tolerancji i uniwersalnego języka.

Zabłocie, 14.02.21

niedziela, 7 lutego 2021

Champion Jack Dupree – Natural & Soulful Blues

               Champion Jack's Natural & Soulful Blues (1960), drugi album Champion Jack Dupree, był przełomem w życiu i twórczości jego autora. Dupree nagrał album w Londynie w 1959 roku, podczas swojej pierwszej europejskiej trasy koncertowej, gdzie oprócz Wielkiej Brytanii odwiedził Francję, Niemcy i inne kraje. To pierwsze europejskie doświadczenie było bardzo odkrywcze dla bluesmana. Pod koniec lat 50-tych xx wieku na Starym Kontynencie panowała już miłość do jazzu i bluesa, i ogólnie rzecz biorąc, został on tu ciepło przyjęty. W tym czasie Champion Jack Dupree był już międzynarodową eminencją po 1955 za sprawą hitu "Walking the Blues" i ikonicznego albumu Blues From The Gutter (1958).

Wyprodukowany przez Denisa Prestona, a przy akompaniamencie basisty Jacka Fallona i gitarzysty Alexisa Kornera, Natural & Soulful Blues to doskonałe, energiczne i ekscytujące dzieło bluesowe. W nim Champion Jack Dupree ponownie jawi się jako genialny kompozytor, który opowiada historie o nieszczęściu codziennego życia z wdziękiem i stylem ("Bad Life", "Seafood Blues"). Nie brakuje wspaniałych występów new orleans barrelhouse blues ("Rampart Street Special", "Don't Leave Me Mary"), ani innych niepozornych wstawek pełnych poczuca humoru (zabawne "Mother-in-Law Blues"), które pokazują, że bluesmanowi ciągle towarzyszyło poczucie spektaklu  - również w studio. Do momentów szczytowych albumu zalicza się również porywający hołd dla jego przyjaciela Big Bill Broonzy (wzruszający "Death of Big Bill Broonzy"); doskonała nowa wersja standardu jego compadre Leroy Carr "How Long Blues" i bardzo zmysłowy utwór instrumentalny "The Slow Drag". Album kończy się utworem napisanym przez Alexisa Kornera pod tytułem "Bad Luck Bound To Change", który byłby przepowiednią najbliższej przyszłości Champion Jacka Dupree. Zmęczony rasizmem i ubóstwem w Stanach Zjednoczonych, Dupree postanowił pozostać na stałe w Europie, stając się tym samym jednym z pierwszych bluesmanów,który wyemigrowali na Stary Kontynent.

Zabłocie, 07.02.21


 

niedziela, 31 stycznia 2021

Sunnyland Slim – Slim’s Shout

We wczesnych latach sześćdziesiątych Sunnyland Slim był ikoną na scenie bluesowej w Chicago, którą pomagał budować. Sunnyland Slim przybył do Chicago w 1942 roku, po tym, jak mieszkał w Memphis i podróżował po Stanach Zjednoczonych podczas Wielkiego Kryzysu. Sunnyland Slim, mistrz pianina, bluesa Delta i wokalista z bardzo mocnym głosem, szybko znalazł się wśród czołowych postaci chicagowskiego bluesa, zwłaszcza wśród południowej publiczności, ludzi, którzy tak jak on przyjechali do Chicago podczas Wielkiej Migracji. Sunnyland Slim wykorzystał swoją wczesną popularność do umocnienia sceny, współpracując ze stacjami radiowymi i promując innych muzyków. Na przykład on umożliwił pierwsze sesje w studio Muddy Waters. W studiu był bardzo płodny przez całą swoją karierę, zarówno jako sideman, jak i solo. W latach 50. i 60.  on był bardzo rozchwytywany jako towarzysz nagrań i można go usłyszeć w utworach większości bluesmanów z Chicago tego okresu (Big Bill Broonzy, Blind John Davis, Muddy Waters i wielu innych) oraz w wielu różnych wytwórniach płytowych. Krótko mówiąc, był bardzo szanowany wśród swoich współczesnych. Był jednym z tych osobowości, które połączyły całą społeczność bluesową Chicago w taki czy inny sposób.

            W 1960 roku wytwórnia Bluesville Records, spółka zależna Prestige Records, dała Sunnyland Slim szansę nagrania albumu, który oddałby znaczenie jego osoby. W tym celu wytwórnia płytowa zarezerwowała sesję w studiu Van Gelder w New Jersey z producentem Ozzie Cadenem, w towarzystwie saksofonisty Kinga Curtisa, klawiszowca Roberta Banksa oraz sekcji rytmicznej utworzonej przez Leonarda Gaskina i Beltona Evansa. Z tej sesji narodził się mistrzowski Slim’s Shout (1961). Nienaganna kolekcja utworów, z których niektóre były już standardami lub były na dobrej drodze ("Baby How Long”, "The Devil Is a Busy Man”). Zespół brzmi solidnie i jest w szczytowej formie, zapewniając zrównoważony akompaniament ciepłemu barytonowemu głosowi Sunnyland Slim. King Curtis i Robert Banks dodają kolorystykę do piosenek i oferują genialne momenty (ten dialog między organami i fortepianem w "I'm Prison Bound”; potężne saksofonowe solówki "Brownskin Woman” i "Sunnyland Special”). W Slim’s Shout, Sunnyland Slim reprezentuje najlepszą tradycję bluesa Delta, której był spadkobiercą i reprezentantem. Jak w tym szalonym barrelhouse blues, jakim jest ekscytujący "Slim’s Shout”, przywoływanie haniebnych środowisk, w których rozpoczynał swoją muzyczną karierę. Album przeplata utwory o wielkiej zmysłowości ("Brownskin Woman", "Shake It"), z momentami intensywnego liryzmu. Wyróżnia się ekscytujący "Decoration Day”, piękna ballada poświęcona jego żonie, która zmarła na kilka miesięcy przed nagraniem albumu. Jak na każdym dobrym i docenianym albumie bluesowym, tak w Slim’s Shout powtarzają się piosenki o nieszczęściach życia i pokucie za grzechy przeszłości. Ale tutaj, podobnie jak we wszystkich pracach Sunnyland Slim, zawsze prowadzi do zbawienia. Jak przystało na czułe i dobre serce.

Zabłocie, 31.01.21


wtorek, 26 stycznia 2021

Brian Lopez – Static Noise


Static Noise (2014), drugi album Briana Lopeza, brzmi znacznie bardziej spójnie niż jego poprzednik Ultra (2011). Produkcja jest bardziej jednorodna i zgodna, co daje uczucie jednolitości albumu, pomimo stylistycznego eklektyzmu. Z pewnością w Static Noise Brian Lopez ponownie łączy w sobie wiele stylów i tradycji muzycznych, tworząc marzycielskie klimaty i sugestywne melodie. Tak więc wraz z elektrycznymi popowymi utworami, takimi jak "Modern Man", istnieje rytualne wezwanie do korzeni "When I Was A Mountain", energetyczna wersja The Zombies ("She's Not There"), a nawet czar humoru ("Crossfire Cries"). Tę szerokość stylów oraz różne nastroje można znaleźć nawet w jednej piosence, gdzie przeplatają się z pozorną naturalnością. Podobnie jak w początkowym "Mercury In Retrograde", pokazie umiejętności, który zaczyna się wybuchowo i ewoluuje, przechodząc w delikatny koniec z zadziwiającą płynnością. Brian Lopez poprawił się jako piosenkarz i autor tekstów na przestrzeni lat. Jak pokazano w "Persephone", na mój gust jednej z najpiękniejszych ballad ostatniej dekady. Static Noise to album skomponowany i wyprodukowany spokojnie i starannie, ozdobiony pięknymi aranżacjami smyczkowymi i dużymi akompaniamentami chóralnymi. Świetny i szczegółowy dźwięk, dla piosenki zasadniczo introspektywne, delikatnej intymności, napisany przez kogoś, kto szuka inspiracji na ziemi, w mitologii i w gwiazdach.

Zabłocie, 26.01.21


sobota, 23 stycznia 2021

Robert Pete Williams – Free Again

 

Robert Pete Williams był niezrównaną postacią Louisiana Blues swoich czasów. Na jego styl większy wpływ miał pierwotny country blues, tradycyjny folklor, niż twórczość jego bezpośrednich pokoleniowych poprzedników. Jego sposób gry na gitarze charakteryzował się wysokim stopniem improwizacji i spontaniczności, luźne rytmy i często nietypowe strojenie. Jego osobliwy sposób gry na gitarze stanowił kontrapunkt dla jego potężnego głosu, oscylującego między śpiewem a mową. Muzykę Roberta Pete'a Williamsa można odbierać jako dialog między gitarą a głosem. Dialog zarówno osobisty, jak i zakorzeniony w południowej tradycji, w której bluesman interpretował utwory z silnym charakternym autobiograficznym.

Tak jak w przypadku innych bluesmanów z czasów segregacji, muzyki Roberta Pete'a Williamsa nie można oddzielić od jego życia. Williams urodził się w biednej rodzinie w Luizjanie. Dzieciństwo i młodość spędził na plantacji zbierając bawełnę i cukier. W wieku 20 lat nauczył się grać na gitarze. Był samoukiem. Od połowy lat 30. do 50. występował w barach i na imprezach, choć nie profesjonalnie. W połowie lat pięćdziesiątych został skazany na dożywocie w Angola Prison Farm (gdzie obecny był także Leadbelly) za zabicie człowieka, chociaż Williams zawsze twierdził, że było to w obronie własnej. Kilka lat później został on odkryty przez etnomuzykologów Harry'ego Ostera i Richarda Allena na Angola Prison Farm, gdzie prowadzili badania terenowe. Świadomy wartości odkrycia, Harry Oster włączył Roberta Pete'a Williamsa do albumu zbiorowego Angola Prisoners' Blues, który wydał we własnej wytwórni Folk-Lyric w 1959 roku. W tym samym roku wydał również w Folk-Lyric Those Prison Blues (1959), pierwszy solowy album Williamsa. Oster i Allen poprosili władze o przebaczenie dla bluesmana. Ich nalegania zostały wysłuchane i Robert Pete Williams został zwolniony z więzienia w grudniu 1959 r. ale na zasadzie zwolnienia warunkowego, w zamian za pracę w wymiarze 80 godzin w tygodniu na farmie w Luizjanie przez pięć lat. To właśnie podczas tego warunkowego zwolnienia Robert Pete Williams wydał Free Again (1961) dla Bluesville Records, swój debiut w kręgu komercyjnym, a także arcydzieło, dzięki któremu stał się znany.

Free Again to bardzo osobiste, dynamiczne wariacje na temat tradycyjnych tematów, za pomocą których Robert Pete Williams z zadziwiającą szczerością wyraża swoje obawy, aspiracje, troski tęsknoty i cierpienie. Chociaż album rejestruje cierpienie czarnych na plantacji („Hobo Worried Blues”), przeważa indywidualne doświadczenie Williamsa. To z jego osobistego doświadczenia wynika, że ​​niektóre utwory brzmią jak spowiedź. Najbardziej znanym jest "I’ve Grown So Ugly”, utwór o upadku fizycznym i moralnym. Ale jest też ogromna litania izolacji "A Thousand Miles From Nowhere”. Jednak moimi ulubionymi utworami są piosenki o ostatecznym odkupieniu (duchowe "Two Wings”) i pragnienie ucieczki od opresyjnej rzeczywistości ("Rolling Stone”, "Thumbing a Ride”). I, oczywiście, otwierająca piosenka "Free Again”, najwyższa pochwała małych chwil ulgi i wolności, krótkie rozejmy w rutynowym półniewolnictwie, który oznaczał okres próbny dla bluesmana. Właściwie cały album jest próbką możliwości muzyki jako języka do wyrażania tego, co konieczne, jako schronienia i głoszenia wewnętrznej wolności człowieka, nawet w najgorszych okolicznościach.

Zabłocie, 23.01.21